Czasy Tesli

13624539_10209713671220826_2062222871_n

Nie będzie wiele o modzie.

Dziś będzie o krzywej paraboli zmian zapi******jącej  do przodu cywilizacji .

Jako dziecko naiwnie myślałem, że świat jest  na tyle niezmienny by spokojnie siać, podlewać,pielęgnować i patrzeć jak rośnie. Trudno się dziwić skoro wychowywałem się w czasach komunistycznej niezmienności. Lekarz był lekarzem, architekt architektem, malarz malarzem a górnik pozostawał do końca życia górnikiem. Potem syn architekta zostawał architektem, mieszkaniec Śląska górnikiem i tak dalej…. Niezatrudnionego nazywano „Niebieskim ptakiem” pałowano jak trzeba i wysyłano do pracy przymusowej w kopalni w Nowej Rudzie lub do ekipy karetki w pogotowiu ratunkowym. Przynajmniej można było rokować  swego rodzaju constans zawodowy w przedziale czasowym jednego pokolenia. Ale świat pokazał swojego środkowego palca  i wyemitował  zdarzenia, które wyjaśniły mi jego własne zasady. Jeden czy drugi  kapryśny ruch zamiatał istniejący stabilny (nie zawsze dobry) system. Upadek komunizmu dla wielu był jak ponowne narodziny albo dla innych  śmierć. Jednych obalił, innych wyniósł. Kierowniczki spożywczych czy Pewexów z dnia na dzień przestawały być królowymi życia. Wpadały w depresję musząc się uśmiechać do klientów którzy wczoraj całowali je w tyłek aby cokolwiek chciały im sprzedać. Setki podobnych przykładów mogę mnożyć. Był 1989.

Nowe pokolenie nieskażonego socjalistyczną ekonomią wchodziło właśnie na rynek. Ja też. Założyłem swoją firmę miesiąc po opublikowaniu ustawy Wilczka pozwalającej na działalność gospodarczą. To był mój warunek  poczucia wolności. Rok 1989 –piszę to po raz pierwszy, zdecydował ,że pozostałem w kraju i nie mieszkam gdzieś za oceanem. O jakiż byłem naiwny wierząc w ten kapitalistyczny sen i wchodząc w bigamiczny związek z Fiskusem i ZUS. Zostałem w tym małżeństwie oskalpowany jak amerykański aktor po 3 rozwodach.  Ale nie o tych czasach chciałem. Tamta historia wymagałaby dłuższego bajdurzenia.

Rok 1989 był niezwykłym, ale czas pokazał ,ze było to  zaledwie  preludium do zmian i to nie tylko politycznych. Sam mocno tego doświadczałem na własnej skórze. Nasza Moda Forte miała się dobrze na początku lat 90 tych , bo szybko odnalazła się w kapitalistycznych realiach i w 1995 r byliśmy w pierwszej 50 tce najwyżej notowanych agencji reklamowych w kraju. W drugiej dekadzie lat 90-tych niemal co druga reklama emitowana w TV była z udziałem naszych ludzi bo obsadzaliśmy większość castingów do reklam w kraju (w ciągu roku było to kilkaset  kontraktów z samym tylko Opus Film czy warszawskimi domami produkcyjnymi) . Stworzyliśmy jedną z pierwszych agencji modelek w tym samym czasie co Eastern Models i Model Plus. Robiliśmy  setki pokazów mody, sesji zdjęciowych i drukowaliśmy tony katalogów dla niezaspokojonych reklamowo polskich firm modowych żądnych wreszcie uczciwej reklamy. W portfelu firm które obsługiwaliśmy były; Vistula S.A. Próchnik S.A., Magnum Maloa,Atlantic,  Jean Jack, Jean Claire, But-S, Pabia Moden, Cora Garwolin, Warmia S.A., Dom Mody Telimena, największy wówczas w kraju Markit, Pawo, Bytom, Atlantic , Modesta (ta firma od Pani prezydentowej) Olimpia, i jakieś 100 innych .Nie nadążaliśmy za potrzebami zupełnie nie martwiąc się o promocję naszej firmy. Klienci polecali nas sobie nawzajem. Pracowaliśmy non stop ale szczęśliwi ,że budujemy nowe wartości w nadal mentalnie komunistycznym kraju. Trochę to było usypiające. Powoli następowała zmiana trendu. Czarny poniedziałek w Rosji i dewaluacja rubla w 1998 roku wymiotła z rynku  w parę miesięcy 50% polskich firm odzieżowych ,które od czasów przekształcenia systemu dzielnie walczyły o przetrwanie. Wcześniej każdego roku rosnące galerie handlowe z gotowym portfelem europejskich marek osłabiały polski przemysł modowy jak trutka dolewana codziennie do zupy. Straciliśmy w Moda Forte trzech największych klientów w ciągu jednego miesiąca. Zaczął się proces kruszenia znanych polskich marek odzieżowych (Delia, Cora Garwolin, Pabia Moden-Pierre Cardin ,Telimena,Markit ).Problemy dopadły giełdowego Próchnika, Wólczankę… Większość firm przetrwała głównie poprzez drastyczne cięcia wydatków w tym na reklamę i szaloną niekiedy redukcję zatrudnienia (Markit wówczas miał 6 fabryk i 2000 ludzi) .

Zaczęło pękać. Firmy wycofywały się z planów rozwoju, traciły butiki, ograniczały pokazy i obcinały budżety na sesje foto,których robiliśmy wcześniej dziesiątki. Przyszły kolejne trzęsienia ziemi tym razem będących efektem cywilizacyjnego skoku jaki dokonuje się do dziś. Następowała cyfryzacja wszystkiego i na każdym szczeblu życia  od telefonii ,internetu po usługi codzienne i  specjalistyczne. Były dobre i złe strony tej ewolucji. Wielu moich kolegów fotografików  straciło na przestrzeni paru lat swój stabilny fach i rynek klientów. Latami studiowali fotografię by na koniec przegrać wojnę cenową z nabywcami cyfrówek. Klienci nie znali się na fotografii ale umieli liczyć kasę.Następowało kurwienie czegoś co miało profesjonalny warsztat (bo nie trzeba żadnej wiedzy aby zrobić „nibyzdjęcie”). Czegoś bronię? Nie. Wyjaśniam tylko. Wcześniej potrzebna była wiedza o przesłonie, czułości filmu, ogniskowej, czasie ekspozycji a nawet o nawijaniu filmu do magazynka . Każda klatka filmu była cenna ,wymagała przemyślenia bo  kosztowała konkretną kasę. Nikt nie robił dziesiątek próbnych zdjęć bo nie było go na to stać. Kadr się szanowało .Efekt końcowy  oglądało się 2 dni po sesji po wywołaniu filmów i jak ktoś się „rypnął” z przesłoną lub czułością filmu choćby o skrawek to praca całego dnia szła do kosza. Amatorzy odpadali finansowo.

I wtedy pojawiły się  cyfrówki wieszcząc  schyłek epoki analogowej fotografii i druku.

Miałem kumpli w studio które zajmowało się skanowaniem zdjęć i naświetlaniem do druku. Zainwestowali w sprzęt kilkaset tysięcy złotych. Skaner bębnowy Crossfielda jeśli to coś komuś mówi to był Bentley na rynku. Cyfryzacja wyrzuciła ich w rok za burtę. Stali się nagle niepotrzebni z drogocennym sprzętem wartym tyle co wazon na parapecie.

Pamiętacie analogowe laboratoria fotografii które robiły odbitki z klisz? Ludzie brali je w leasingi lub na bankowe pożyczki. Agfa, Fuji, wciskały im ten sprzęt na super warunkach wiedząc ze za chwile stanie się kupą złomu nic nie wartego. Takich sytuacji mogę mnożyć dziesiątki. Nie piszę dziś aby opowiadać 26 letnią historię Moda Forte czy historię mojej branży. Chodzi o proces zmian ,które doprowadzają  dziś ludzi w różne zaułki. Jak się bronić? Trudne pytanie. Być czujnym na zmiany , nie planować niczego na wieki i mieć w ręku kilka pomysłów na życie z poczuciem ,że każdy pomysł najbardziej udany ma kiedyś swoją śmierć. Żyjemy w stresie niewiedzy tego co się jutro stanie. Jak odpornym trzeba być wykonując zawód zależny od tych zmian? Właśnie.Czy komuś zależy aby ludzie żyli w lęku? Trzeba mieć kręgosłup i twardą d**** by to znosić.

Zazdroszczę ludziom średniowiecza.

Dziś mamy zapierdalającą hiperbolę zmian. Niektórzy odpuszczają. Architekt otwiera knajpy, prowadzi hostel  albo robi targi stomatologiczne, projektant  ubrań sprzedaje lampy, a inżynier włókiennik jest fryzjerem. To tylko przypadki z mojego otoczenia. Żaden wiek nie miał  takiego tempa zmian jak teraz. To już nie są zmiany w obrębie jednego pokolenia ale w obrębie dekady , jednej kadencji albo i roku. Cywilizacja daje i odbiera. Harmonia w dawaniu i braniu nieustannie jest zakłócona. Stres wzbudzony w wyniku ciągłych  zmian niszczy nasze zdrowie.Mam takie wrażenie ,że najspokojniejszym  zawodem staje się praca  polityka albo  urzędnika. Ci niezmiennie od 25 lat na swoich pozycjach bez lęku o jutro.Może dlatego mają tak często jak to się mawia „wywalone na wszystko”.

Czemu to piszę? Nie po to by wzbudzać współczucie z tytułu pędzących zmian.Nauczyłem się ,że nie ma rzeczy wiecznych i jak mawiał Rafał Bauer : „Bez planu B nie wstaję z łóżka”.

Myślę o ryzyku zmian w skali globalnej. O tym czym się jarają politycy czyli tzw innowacjami które niosą ryzyko zarówno inwestora jak i konkurencji. Myślę też o odpowiedzialności za te zmiany.

Mając w ręku coś co może wywrócić świat do góry nogami można mieć dylematy czy to robić czy nie- znając koszty uboczne jakie może to przynieść. To jakby mieć wiedzę na temat rozszczepienia atomów i wiedzieć ,że jednym pomoże a drugich zabije. A z drugiej strony mając wiedzę nie sposób jej nie udostępniać.Czy zastąpienie nośników energii(prąd, ropa,benzyna,gaz)  za które wszyscy płacimy codziennie czymś co nic nie kosztuje i jest ogólnie dostępne zbawi czy zburzy ten Świat?

Czy świat jest gotowy na wynalazki „Geista” lub Tesli? Ja jestem .

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s