Czy można w pół roku utopić dużą imprezę modową?

Był rok 2010. Odwiedzałem Berlin podczas Fashion Week , imprezy,  która z każdym rokiem powoli przenosiła środek ciężkości europejskiej mody z zachodu na wschód odsuwając go od dotychczasowych historycznych stolic  takich jak Paryż czy Mediolan. Od lat z pasją obserwuję, jak Berlin poprzez bogactwo modowych wydarzeń buduje  swoje imperium i idzie w kierunku powolnej detronizacji modowych cesarzy.

To symbol zmian, jakie niesie XXI wiek.

Berlin-miasto może  nie tak zamożne jak Dusseldorf czy  Monachium, ale z pewnością  jedno z najbogatszych w zjawiska współczesnej kultury, sztuki , mody czy filmu stało się dla mnie uwiarygodnieniem szansy dla budowy podobnych enklaw w całej Europie w tym  oczywiście w Łodzi.

Imponujący Mercedes Benz Fashion Week ulokowany dumnie pod bramą Brandendburską , znakomite targi Premium czy Panorama, mnóstwo wydarzeń offowych, intrygujące targi Seek, pokazy Showfloor Berlin czy targi Show&Order a także Gallery Berlin czyli  odnoga legendarnych targów CPD Dusseldorf tworzą synergiczną legendę tego miasta .

Wróćmy jednak do roku 2010.

Po udanych spotkaniach na terenie Mercedes Fashion Week  umówiłem się z Marleną Woolford (wówczas reprezentantem londyńskiego WGSN) na dawnym lotnisku Tempelhoff, gdzie odbywała się kolejna edycja Bread and Butter.  Nie miałem okazji nigdy wcześniej odwiedzić tej kultowej „denimowej” imprezy.

Przed  2009 roku, nim targi te przeniosły się z Barcelony do  Berlina, wyjazd na B&B był trudniejszym zadaniem. Rok powrotu B&B do Berlina w 2009 roku zapamiętałem ,bo dokładnie  4 tygodnie wcześniej odbyła się pierwsza w Polsce edycja FashionPhilosophy Fashion Week Poland. Było kilka powodów chęci odwiedzenia tego miejsca. Po pierwsze: targi odbywały się na słynnym lotnisku ,które w latach 80 tych było ulubioną destynacją uprowadzeń samolotów z Polski i doczekało się nawet pieśni na swój temat. Ponadto budynek lotniska powstały na podstawie intrygującej koncepcji wycinka koła był znakomitym przykładem totalitarnej architektury lat 30 tych.  Autorem projektu był  Albert Speer, główny architekt III Rzeszy.

Pomijając konotacje z hitlerowską epoką trudno przejść wobec takich dzieł obojętnie.

Jak widać powodów wycieczki na Tempelhof było kilka z samą osobą Marleny na czele.

Wysiadając na płycie lotniska z lokalnego busa rozwożącego gości do kilkunastu wejść, nie miałem pojęcia, co zobaczę za chwilę. Pierwsze wrażenie, którego efekt zwykle rejestrujemy przez kilka pierwszych  sekund i które decyduje o tym, czy kogoś lub coś polubimy bezwarunkowo, zadziałało i tym razem.

Zakochałem się w tym miejscu. W tej fakturze zmurszałych murów,   gdzie niemiecka czystość mieszała się z zapachem poprzedniego stulecia –gdzie , jak powiedział mój znajomy architekt, mimo kruszącego się tynku z podłogi można byłoby  jeść.

IMG_4623IMG_4612

IMG_5479IMG_4609

W halach i sposobach aranżacji stoisk panowała pozorna swoboda, ale jedna reguła była nadrzędna. Wysokości stoisk w sektorach  wszędzie były takie same. Niezależnie z czego je budowano ,miały ten sam wymiar, co czasami wywoływało niezwykle kreatywne pomysły jak ten poniżej.

IMG_5458IMG_5498

Sama moda głównie jeansowa spadła na drugi plan mojej uwagi. Atmosfera miejsca, klasa stoisk, aura wnętrza dawnych hal lotniska  i tysiące ludzi tworzących klimat tego miejsca zrobiły swoje. Nie chciało się opuszczać tego miejsca.

IMG_5468IMG_5475

IMG_4628IMG_4638

Od tamtej pory organizowałem regularne wyjazdy do Berlina z udziałem naszego zespołu licząc na to, że efekt pierwszego wrażenia wywoła u moich współpracowników podobny efekt  i uruchomi kreatywną turbinkę w głowie wywołując  odwagę pomysłów . Jeden z nich na pewno powstał pod wpływem tego stoiska. Strefa Showroom na terenie Fabryki Grohmanna wyglądała przez 2 lata dość podobnie.

IMG_5443

Miłość do B&B trwała, my w trakcie stawaliśmy się fanami i uczestnikami innych berlińskich wydarzeń takich jak Premium, Gallery Berlin, a głównie Mercedes Benz Fashion Week. Ten ostatni szczególnie nam bliski z racji rozpoczętej  w 2011 roku współpracy z IMG mającej na celu dostosowanie polskiego tygodnia mody do reżimu światowej struktury wydarzeń.

IMG_1964IMG_1960

Tempelhoff nadal był miejscem wielu  spotkań z dziennikarzami zachodnich magazynów, miejscem obserwacji zmian trendów nie tylko w ofercie firm z grupy „jeans and casual”,  ale był też miejscem towarzyskich spotkań branży zaskakiwanej pomysłami integrujących afterów czy stref relaksu. Komu chciałoby się budować miniaturę stadionu w środku modowej imprezy ,aby podczas finałów mistrzostw świata w piłce nożnej mieć miejsce do integracji fanów grających zespołów, nie umiejących zrezygnować z transmisji meczu? A dla zdesperowanych wręcz z możliwością „trachnięcia w gałę” osobiście.

IMG_4621IMG_4622

Wieści ,które dotarły zeszłego lata o decyzjach przenoszenia imprezy do Barcelony, spadły więc  jak grom z jasnego nieba.

Świat obiegła informacja o decyzji przeniesienia wydarzenia do Barcelony, a na miesiąc przed Fashion Week o zupełnym jej odwołaniu. Dosłownie na kilka dni przed tygodniem mody część stałych bywalców dostała informacje o tym, że jednak Bread and Butter się odbędzie, ale w nowej lokalizacji  w wersji B&B street….

Fakt, że impreza w nowej formule odbędzie się w nowym miejscu,  był intrygujący. Zaplanowałem pół dnia na zwiedzanie w nowej lokacji.

Drugiego dnia trwania FW, kiedy dojeżdżaliśmy pod wyznaczony adres, z trudem próbowaliśmy  lokalizować wydarzenie, którego nie zdradzał żaden zwiększony ruch uliczny, jakakolwiek komunikacja wizualna a przecież szukaliśmy imprezy, która wcześniej z trudem mieściła się na hektarach powierzchni…

IMG_4173IMG_4172IMG_4169IMG_4165

IMG_4167IMG_4163IMG_4166

Kryzys wiele potrafi tłumaczyć. Ale dość osobliwa forma mojej ulubionej berlińskiej imprezy zaskoczyła. Kilka butików na jednej ulicy niczym jaskółki nie zbudowały nawet namiastki wiosny. Niektóre z tych butików czy też „pop up store” ,które nadal  drugiego dnia  nie były gotowe zdawały się mówić ,że ktoś się poddał i coś odpuścił. Miejsce kilkunastu butików znanych marek ,niektórych fascynujących swoim dizajnem nie była w stanie ugasić rozczarowania. Co się dzieje skoro tak wielka impreza nagle znika z powierzchni? Czy to sygnał ogólnego kryzysu w branży eventów modowych?

Trudno nie było zauważyć jego oznak w Polsce. Rok 2014 był dość kryzysowy  dla promocji mody ,głównie ze względu na bardzo widoczny odpływ sponsorów w całej branży eventowej. Po 21 latach nieprzerwanej kontynuacji nie  odbył się konkurs Złotej Nitki. Nie odbył się także Warsaw Fashion Street – dwudniowa impreza organizowana na początku każdego lata nieprzerwanie od 10 lat. Najpierw zmieniono datę na wrzesień, by ostatecznie odwołać wydarzenie. Trudno uwierzyć, że głównym powodem była opóźniona przebudowa stacji metra itp… Kryzys dosięgnął także Warsaw Fashion Weekend, które po kilku edycjach nie odbyło się jesienią. Jego organizatorom nie pomogła nawet próba dopisania światowej marki Mercedes Fashion Week. Zażenowanie budzi przypisywanie sobie światowej nazwy z niewielką niezauważalną zmianą na słowo „weekend” tak samo jak używanie marki, typografii a nawet identyfikacji wizualnej poprzednich edycji  tej światowej imprezy. Niesmak budzi też sugerowanie patronatu światowego organizatora IMG wbrew wiedzy tej wielkiej organizacji. Kłamstwa mają krótkie nóżki i tylko zagorzali wrogowie innych wydarzeń do dziś nie zauważają zasadniczej różnicy dzielącej nazwę od wymagalnego poziomu, w który światowa marka miałaby wejść.

Inny obiecujący i wysokobudżetowy projekt promocyjny T Mobile Fashion ,wspierający pokazy najbardziej medialnych nazwisk takich  jak Maciej Zień, Robert Kupisz, Gosia Baczyńska, Paprocki & Brzozowski, zakończył się nagle i nieoczekiwanie z powodu zaprzestania jego finansowania przez głównego sponsora.

Porównywanie B&B i problemów organizatorów do polskich wydarzeń staje się jednak dość ryzykowne. Berlin to nie Warszawa ,Niemcy to inna potęga niż budująca od 25 lat swoją pozycję Polska. Stolica Niemiec z premedytacją pracowała  na swój sukces  wiele lat angażując i zaprzęgając do wspólnej walki o pozycję lidera wszystkie siły, wszystkie konkurujące ze sobą organizacje targowe, całe środowisko mody . Imponowała mi zawsze synergia ich działań a wręcz wzajemne promowanie wszystkich ważnych jakie się odbywały w tym samym czasie.  Wspomniane wcześniej targi a także pokazy pod egidą IMG i Mercedesa nadal  potrafią więc zaskoczyć.

Berlin nadal imponuje i szkoda tylko , że w mieście odległym zaledwie 100 km od polskiej granicy gdzie z Warszawy jedzie się niecałe 5 godzin po równej jak stół autostradzie tak mało obserwatorów z naszego kraju i niemal zupełny brak czołowych polskich nazwisk projektantów. Czyżby tak dobrze wiodło im się w wielkim kraju Polska , że  bogaty rynek niemiecki i drzwi na Europę nie są godne uwagi?

Tym bardziej szanuję działania Łukasz Jemioła który podejmuje próby na tym rynku wykorzystując nabyte podczas łódzkiego tygodnia mody kontakty.Na tle tych wszystkich wydarzeń Łódź rysuje się wyjątkowo dobrze stając się trampoliną dla sukcesów zagranicznych naszych kreatorów. Mam nadzieję ,że ktoś kiedyś o tym będzie pamiętał -zarówno heroiczny wkład naszej pracy jak i wsparcie łódzkiego magistratu który od początku buduje finansowo  projekt dzięki któremu odbyło się ponad 500 pokazów za które żaden z projektantów płacić nie musiał.

IMG_3872IMG_3870

W Berlinie rośnie co sezon reprezentacja z polskim rodowodem. Naszej uwadze nie uszła obecność marek i nazwisk znanych z łódzkiej edycji . Aleks Kurkowski i Dawid Tomaszewski na MBFW czy Natasha Pavluchenko na wybiegu Showfloor Berlin. Liczne stoiska polskich aktywnych zawodowo marek: Grome Design, Bizuu, Aleksandra Markowska, Roboty Ręczne, nieco wcześniej Łukasz Jemioł, Mako Bags, Zwolińska czy Kędziorek , która w tym roku debiutuje w Paryżu na Who’s Next.

Wszystko to potwierdza ,że rośnie świadomość biznesowa wielu polskich projektantów i daje to obietnice normalności polskiego rynku mody za parę lat .Jestem pewien ,ze zupełnie inne nazwiska będą za parę lat rozdawać karty na modowym stole…..

Wracaliśmy do Polski w deszczu pełni nowych pomysłów, które będziemy rozwijać w kolejnych latach. Już na miejscu  dotarła do nas słodka obietnica. Kilka  serwisów obwieściło bowiem powrót B&B na teren Tempelhofu w lipcu 2015. Mamy więc wrażenie ,że byliśmy świadkami tylko małej czkawki. Biznes w modzie to hossy i bessy  i na pewno  to nie stan constans….. Musimy się do tego przyzwyczajać zanim wydamy opinię.

Opisana historia daje nadzieję, że trudno utopić duże wydarzenie modowe, bo nawet jeśli się potyka to potrzeba jego obecności podnosi je do góry. Oczywiście dotyczy to wydarzeń dla branży niezbędnych i na których branży zależy. Kryzys ma to do siebie , że odsiewa słabszych ,którzy jeszcze problemu kryzysu nie zauważyli a wzmacnia tych, co zostają…

Advertisements

5 uwag do wpisu “Czy można w pół roku utopić dużą imprezę modową?

  1. Prawda jest taka, ze wiekszosc polsich firm i projektantow nie jest przygotowana sprzedazowo do imprez targowych. Jesli juz to umieja sprzedac cos z „wieszaka” a nie pod konkretne zamowienie. Sa jednak pokskie marki i projektanci o ktorych nie piszecie, ktorzy robia to z powodzeniem.

    • Dziękuję za komentarz. Nie jestem w stanie pisać o każdym 🙂 Piszę o zjawiskach podający jedynie przykłady ,które dobrze znam. Podzielam zdanie ,ze poziom przygotowania do sprzedaży w Polsce jest bardzo słaby. Wynika to z braku wizji i strategii czyli często projektant nie wie co chce robić…Ale to się zmienia i to jest optymistyczne w tym wszystkim….

  2. Mysle, ze nie jest to tylko kwestia, ze projektant ma brak wizji a tego, ze nie ma wykwalifikowanych brand managerow, a firmy typu agencje reklamowo-handlowe zycza sobie chore sumy za tego typu wsparcie. Zacznijmy od tego, ze znane osoby w swiecie polskiej mody utrzymuja sie w wieksosci z czegos innego niz promowanie swojego nazwiska lub brandu. Pracuja na etacie czesto w innej branzy albo maja innego typu dochody. Zabawne nieprawdaz? 🙂

  3. Panie Jacku, cos wyglada na to, ze ten tytul zaraz bedzie pasowac do Pana FW. Odwidzilem ostatno edycje i z przykroscia stwierdzam, ze unosila sie w powietrza atomsfera wielkiej prowizorki. Nie wiem na co ide ponad 2mln PLN ale chyba Pana oszukuje ktos z ekipy albo podwykonawcy. Oby nastepna edycja sie odbyla i byla taka jak te 5-9 bo teraz miasto ma argumenty zeby sie wycofac. pozdrawiam

    • Aby oceniać budżet to najpierw trzeba trochę wiedzy lub doświadczenia w eventach bo widzę ze kolejnej osobie słowo milion zakręciło w głowie..W dalszej części wyjaśnię. Zaś ten tytuł nie będzie pasować do mnie ale do Łodzi jeśli już. Po pierwsze miasto jeśli się wycofa to z kwotą 813 tyś zł +VAT bo tyle daje do każdej imprezy ale wtedy wycofamy się też i my.Ta impreza powinna kosztować tak jak w Moskwie czy Berlinie kilka milionów aby ją porównywać do Paryża czy Londynu. Nie będzie więc FW tak jak nie ma już w Łodzi targów CEDE czy Camerimage.Muszę jasno wyjaśnić bo nie dociera to nawet do radnych: miasto nie kupuje sobie imprezy i nią nie zarządza ale nabywa promocję marki Łodzi w ramach tego wydarzenia….a ta wyliczana jest na podstawie ilości pozytywnych relacji w mediach . Mierzą to dwie agencje Press service i Instytut Monitorowania Mediów.Dla nich nieistotna jest atmosfera unosząca się w powietrzu ale wynik i jeszcze raz wynik. A ten jest z roku na rok rosnący. Na dzis 2 x większy niż najlepszy wynik Camerimage. A na co idzie 2,4 mln ? Ponieważ 65 % pozyskujemy sami od sponsorów to nie widzę powodów aby się z tego tłumaczyć . Ale…skoro już odpisuję to w skrócie przynajmniej niektóre odkryję. Ponad 1,2 mln rocznie idzie na kampanie promocyjne w postaci 240 bilboardów rocznie, dziesiątek Scrooli i City lightów, kampanii na ekranach w PKP i warszawskim metro, wielkoformatowych siatek reklamowych w głównych miastach Polski (po 30-40 tyś każda). Tego wymaga miasto i to ma w ramach umowy realizowane .Do tego działania w TV, plansze sponsorskie w TVN Style i TVN 24, kampania w Radio Eska, w Onet (setki tys bilboardów) . W zeszłym roku wynajmy obiektów od spółki miejskiej kosztowały nas ok 800 tyś. Technika oświetleniowa, budowa widowni ,dżwięk wysokiej jakości firmy Meyer to koszty ponad 250-300 tyś. Do tego hotele,przeloty , dowozy z Okęcia, setki kursów Taxi dla gości….A gdzie wynagrodzenia dla ponad 50 pracowników, dla licznych ekip scenografii,ochrony, budowy konstrukcji? A gdize 2 tyś posiłków dla ludzi podczas tygodnia pracy? Co do samej oceny imprezy zaś…coż… Polecam odwiedzić podobne wydarzenia w podobnych krajach (Portugalia,Holandii,Grecja,Austria) a potem chętnie podejmę dyskusję na temat jakości .Łatwo oceniać trudniej zrobić. Na dziś polecam lekturę mediów regularnie odwiedzających takie imprezy:http://nowfashion.com/fashionphilosophy-a-textile-treat-14507, http://www.sportswearnet.com/fashionnews/pages/protected/show.php?id=9448,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s