Miłość

Nadeszły Walentynki   i   media zdominował jeden temat, który wygrywał zarówno z biegaczami w Soczi, jak i relacjami z wczorajszego pokazu mody ciągle dobrze zapowiadającego się od lat designera .

Walentynkowo raz w roku zostaje wywołany temat miłości, dla wielu na tyle banalny, że niewart jednego słowa więcej niż te padające wokół, a dla innych objawiający się wręcz całodzienną falą słodkich i nieco infantylnych wyznań. Zapanował wszechobecny klimat miłości i czerwonych serduszek. Wrażliwszym polecam torebki papierowe pod fotelem i obiecuję,że dalej będzie mniej cukierkowo.

A jakże. Ja także postanowiłem  włączyć się w ten „nurt” walentynkowego ćwierkotu.

Aby nie wyszło  zbyt banalnie, to zacznę nieco poważniej od samej analizy słowa miłość, które w naszym języku ma jedną raczej powszechnie stosowaną formę, ale już w bogatej w słownictwo grece-ma kilka wersji nazw i znaczeń. Oto niektóre z nich.

Agape

Grecka Agape  –czyli miłość świadoma , bezwarunkowa, która nie należy do miłości znanej z romantycznych powieści, miłość, która  powstaje bardziej w umyśle niż sercu. Miłość  najczęściej określająca relację człowieka do Boga, ale w wersji ateistycznej mająca cechy miłości braterskiej  i międzyludzkiej.

Nie dotyczy więc Agape walentynkowych ofiar strzały Amora .

Tę bowiem kupidynową odmianę najbardziej rozpoznawaną wśród wszystkich odmian  miłości , Grecy nazywali słowem eros.

Eros.

Tu nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z odmianą miłości, która większość z  nas dotknęła. Miłości romantycznej, burzliwej, młodzieńczej, ekspresyjnej, połączonej z pożądaniem, miłości  w relacji płci, uniesieniami i tym wszystkim, co czasami potrafi powstać w naszych głowach w kilka sekund, aby pozostać na długie lata.  Eros to miłość niepohamowana, żarliwa. Czasami też opisuje nieco inne stany uniesień i  w starożytnej Grecji określała  swego rodzaju patriotyzm,miłość do kraju czy do ugrupowania. Zdecydowanie jednak wolę  ją w formie męsko -damskiego love story .

Filia.

To rodzaj miłości pomiędzy kobietą i mężczyzną, ale miłości dojrzałej i czułej, tkliwej, to także miłość do dzieci. Bardzo pasuje jako określenie miłości rodzinnej. Ten rodzaj miłości jest chyba najbardziej bezwarunkowy i pełen poświęceń, bo jak nazwać gotowość oddania życia za życie drugiej osoby, do czego przyzna się niejedna matka i ojciec ratujący swoje dziecko?

Pozostają jeszcze różne odmiany miłości, jak choćby miłość do pieniądza, do której mało kto się oficjalnie przyznaje, ale każdy trenuje na swój sposób, albo szorstka miłość polityków jednej partii, do czego przyznał się niegdyś premier Leszek Miller mówiąc o jego koledze  Aleksandrze Kwaśniewskim.

Jest miłość cybernetyczna nieznających się na żywo  ludzi, na tyle silna , że  gotowi są rzucić rodzinę i dzieci i jechać w nieznane z jedną walizką na spotkanie z wyidealizowanym księciem czy księżniczką.

Mam tę satysfakcję, że w mym życiu przeżyłem lub byłem obserwatorem niejednej  z tych odmian. Nawet jeśli to była cicha i krótka fascynacja koleżanką z grupy projektowej na pierwszym  roku studiów skrywana przed oficjalną narzeczoną to przyznaję pokornie, że żadnej spotkanej formy się nie  wstydzę.

Czy któraś z tych odmian jest szczególnie trudna?

Tak. Zdecydowanie pierwsza czyli Agape. Ta nie wyrasta z emocji, ale trzeba się jej uczyć. Trzeba ją w sobie wypracować.

Przychodzi z trudem i mozołem wbrew instynktom i trzeba bardzo długo do niej dorastać, aby ją zaakceptować zupełnie.

Na czym polega jej trudność?

Na pewno na pokonaniu uprzedzeń, nietolerancji, czasami agresji i podziałów na innych i na nas.

Na wyzwoleniu myślenia  i przeświadczenia, że wszyscy jesteśmy z jednego pnia, że mamy jeden wspólny gen pramatki (genetyka potwierdziła niedawno u wszystkich ludzi  jeden wspólny gen kobiecy świadczący o pochodzeniu wszystkich z jednej prakobiety) , że oczywistym powinno być, aby traktować się jak w jednej rodzinie, gdzie miłość zażegnuje największe konflikty i leczy rany choć charaktery bywają różne.

Dotyczy to nie tylko pacyfistycznego myślenia na poziomie religii, które tak naprawdę różnią się małymi detalami, a dla których to różnic  mordują się miliony ludzi na świecie  po dziś dzień. Religie paradoksalnie coraz częściej stają się  zaprzeczeniem płynącej z nich nadrzędnego przesłania miłości .

O Agape mówi też interesująca  teoria Radykalnego Wybaczania Colin C. Tippinga (zachęcam do lektury) albowiem wg tego amerykańskiego psychologa miłość to umiejętność wybaczania innym największych przewinień wobec nas dokonanych .Według autora te zdarzają się najczęściej dla naszego dobra ….. wiem,trudno to sobie wyobrazić.

Wg. tej teorii  to czego najbardziej nienawidzimy u innych, jest projekcją gorszej części nas samych-niczym odbicie w lustrze naszych złych emocji. Według Tippinga osoba, do której pałamy nienawiścią jak Doda do Szulim-to duchowo nasz przyjaciel, który ma nas w ten sposób naprowadzić na właściwą ścieżkę czasami poprzez niekomfortowe dla nas działania i pokazać nasze własne wady. Jeśli ktoś regularnie nas irytuje to najprawdopodobniej drażnią nas cechy które sami reprezentujemy.

Agape wymaga wybaczania  największych zniewag, upokorzeń i niegodziwych czynów.

Łatwo powiedzieć, kiedy dotyczy  to dziecka, które zjadło nasz urodzinowy torcik dzień przed imprezą, ale miłość do oprawcy, który ma na sumieniu ludzkie życie, wydaje mi się nadal niemożliwa. Nawet  jeśli są okoliczności łagodzące .  Myślałem o tym długo oglądając parokrotnie film „Przed egzekucją” (oryg. tytuł :Dead man walking), w którym znakomite role zagrali Sean Pen-oprawca  i Susan Sarandon -zakonnica mająca misję nawrócenia oprawcy.

Cudowny film o sztuce wybaczania i akceptacji drugiego człowieka. Ci którzy znają ten film,  zrozumieją ( mam nadzieję) ,  o czym piszę.

O wiele łatwiej przyjąć anielską postawę i próbować wybaczyć,  kiedy problem dotyczy mniejszych przestępstw jak choćby pracownika, który przechwycił nam firmę i doprowadził nas do ruiny co  zdarzyło  mi się dokładnie 10 lat temu .Dziś patrzę na to pozytywnie bo czyż brałbym się za Fashion Week gdyby nie wściekła chęć zrobienia czegoś nowego po tak wielkiej porażce?

Wspomniany Tipping posuwa się dalej proponując nie tylko wybaczenie, ale miłość wobec swoich wrogów  i prześladowców. Tę lekcję  trudno mi pokonać i nad tym pracuję, bo nie umiem na dziś wyobrazić siebie w roli kogoś ,kto wybaczyłby  wszystkie najgorsze czyny, do czego  przekonuje nas  psycholog.

Tyle teoria Tippinga.

Tak czy siak  zostaję przy pokonywaniu barier niechęci i ciepłego myślenia o tych, którzy nieraz mnie zirytowali .

W Walentynki pomyślałem więc bardzo ciepło zarówno o urzędnikach skarbowych ,których kontrole zjadły mi zapasy Deprimu, także o tych dla których jedynym sensem istnienia jest szkło kamery i czerwony dywan i poświęcą dla tego celu wszystko i wszystkich. Pomyślałem też ciepło o redaktorze mody, którego bądź co bądź pióro zawsze szanowałem, ale jego uwikłanie towarzyskie i lojalność  do lokalnej imprezy i społeczności  nie pozwalają na obiektywizm wobec nas w  Łodzi .

Z walentynkową miłością więc myślałem o tych ,którzy mnie krytykowali i krytykują bo dzięki z nich wyciągałem często właściwe wnioski. Dziś dzięki nim wszystkim  jestem odporny jak rosyjski czołg , i jestem im wdzięczny że nie rozpadam się jak Owsiak po przeczytaniu kilku złośliwych postów w necie, nie załamuję w obliczu dwulicowych osób, czy jawnej zdrady przyjaciela zwabionego mamoną itd… Coraz bardziej się uodparniam, uczę z tym żyć mając świadomość, że w środowisku, w którym pracuję  „trzeba mieć wytrzymałość kurwy i wrażliwość księżniczki” (Kocham Annę Dymnę nie tylko za ten cytat) .

Emituję życzliwość dla tych , którzy swoją postawą przypominają mi, że nie jestem bez wad i na pewno nie jestem ofiarą  co niegdyś  sam sobie kreowałem. Każdy z tych przypadków to swoista lekcja życia, która buduje i nam pomaga….

Myślicie właśnie, że bredzę. Kilka lat temu myślałbym tak samo.

Piszę to serio. Mam nadzieję, że Ci wszyscy nieobojętni podnoszący nam ciśnienie ludzie w jakiś sposób tworzą nasze życie, ustawiają nas na właściwie silne tory i tworzą naszą historię, która byłaby błaha w sielskim bezbolesnym życiu. Ścieżka życia nie jest łatwa i im więcej na niej kamieni tym twardsze stopy.

Chcę w to wierzyć . To lepsza wersja niż poddanie się i uznanie, że świat jest podły i wart rychłej zagłady.

Dziękuję walentynkowo wszystkim, którzy mnie poniewierali  i zupełnie szczerze dziś myślę o Was z miłością, której to sztuki każdemu nauczyć się życzę. Wiem ..to czasami niewyobrażalne i trudne. Od lat uczę się tej sztuki pozbywania się archetypu ofiary (dotyczy to niemal każdego z nas)  i uwierzcie, że napisałem  to bez dwuznaczności, co  zdarza mi się niezwykle rzadko…

Love ,peace and rock’n’ roll , Rolling Stones and  Led Zeppelin.

Obrazek

 W drodze na Santorini w moim  przełomowym  2004 roku.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s