Roszczeniowacenie mamy w genach

Człowiek   ma dziwną naturę . Szybko zapomina.  Nie tylko to, co złe. Po prostu zapomina. Zapomina to, co dobre ,a jeszcze szybciej   to co złe. Niektórzy powiedzą : wypiera.

Tyle ,że wyparcie złych wspomnień ma cechę samoobronną i ma nas ustrzec przed lękiem.

To teoria psychologów.  Myślę ,że w kwestii, którą poruszę, niektórzy pamiętają , ale wolą udawać niepamięć i żadna  ochrona  przed złym wspomnieniem nie wchodzi w grę.

Myślałem o tym wiele raz i niejako mnie  „fascynuje” ,w jak niezwykle szybkim stopniu Homo Sapiens  adoptuje się do sytuacji, w jakiej się znajduje w danym momencie .Ba!.. adoptuje ,a za chwilę  zaczyna wymagać i tworzyć listę nowych oczekiwań czy  roszczeń ,które wcześniej nie przyszłyby mu do głowy .

Adaptacja rozwinięta o wersje premium. Adaptemium sobie to nazwałem…

Czasami ta umiejętność ekspresowej adaptacji i  do zmian działa też  w drugą  stronę czyli pozwala akceptować pogarszające  się warunki nawet w sposób drastyczny.

To  wyjaśnia ,jakim cudem ludzie przeżywali obozy koncentracyjne lub wyjątkową biedę podczas wojny czy też nagłe zdarzenia wywracające ich życie.

Czy ktoś się zastanawiał, co czuli ludzie zsyłani masowo na Sybir ,którzy jeszcze chwilę wcześniej cieszyli się spokojnym życiem miejskim w takim choćby pięknym Lwowie czy Krakowie? Jakie mieli perspektywy na  życie w wiecznym mrozie i beznadziei przez kilkadziesiąt kolejnych lat ? A przecież żyli, kochali, śpiewali, znajdowali sobie niszę radości z życia w tym zimnym piekle.

Celebrowali jak na poniższym obrazie Jacka Malczewskiego mimo ,że na co dzień cierpieli udręki.

ImageJacek Malczewski ” Wigila na Syberii”

 

W tej lepszej formie życia ,którą zwiemy  postępem, łatwo zapominamy utrudnienia , które nam doskwierały jeszcze nie tak dawno a już dziś wydają się niedopuszczalne i nie do przyjęcia.

Przykład oczywisty dla wielu z nas to  prawie 4 godzinny przejazd na trasie Łódź –Wawa ,który do niedawna był normą podczas kiedy dziś pokonujemy to w godzinę.

Złapałem się na tym niedawno stojąc i klnąc  w chwilowym korku na A2 ,co spowodowało ,ze do centrum stolicy jechałem „aż” 1,5 godziny. Dwa lata temu ten czas uznałbym za błogosławieństwo.

Kiedy indziej (aż 24 lata temu) moją podróż do Grecji odbyłem w dość dziwny sposób mieszając autostop i podróż koleją na trasie Łódź-Budapeszt-Bukareszt-Sofia- Saloniki-Larissa ……co zajęło mi trzy dni. Podróż pełna przygód, niepewności co do dotarcia do celu i  problemów na każdej granicy. Dziś denerwuje nas godzinne opóźnienie samolotu albo konieczność międzylądowania .. Ale czy w tym świetle tamta podróż sprzed 24-ech lat była gorsza? Dla mnie absolutnie nie.

Można by mnożyć przykłady.

Tę rosnącą zmianę oczekiwań mam ochotę nazywać czasami roszczeniowaceniem  …zwłaszcza ,gdy tempo roszczeniowacenia wyprzedza tempo rozwoju innych dziedzin ,w jakich się rozwijamy .

Roszczeniowacenie polega na rosnącym apetycie na zmiany w tempie wyprzedzającym kontekst historyczny czy gospodarczy czy jakikolwiek inny, w jakim się znajdujemy. Rośnie szybko jak paznokcie .

Roszczeniowaceniem będzie wołanie o pensje w wysokości zarobków  średnich niemieckich, mimo że 25 lat temu jedna dniówka zarobiona na plantacji w Niemczech czy Grecji pozwalała studentowi z Polski przetrwać godnie 2 miesiące w kraju, a dziś ta kwota zdaje się urągać najniższej stawce dniówki polskiej. Roszczeniowaceniem będzie oczekiwanie ,że polska nauka i innowacje dogonią Japonię a polska moda wyrówna się z Paryżem.

I tutaj wrócę na chwilę na swoje podwórko. Czytam chwilami jak narzekamy  na Fashion Week , że jest za ciepło ,że za zimno, że zbyt offowo, że za mało celebrytów albo ,że ich jest obecność jest całkiem niepotrzebna ,albo  Showroom za krótko otwarty.

Ci, którzy pamiętają dwudniową Aleję Projektantów na I edycji Fashion Week w 2009 roku , nieco pustawą widownię na pierwszych pokazach ,problemy z hotelami o wyższym standardzie niż stary poczciwy łódzki Grand , zjedzony przez kogoś bankiet otwarcia przed przybyciem większości gości  , przypadkowość kolekcji (niektórzy projektanci pierwszej edycji kleili kolekcje z tego, co mieli w danej chwili w atelier) , opóźnione o godzinę albo dwie pokazy off z zaledwie  kilkunastoosobową widownią oraz wiele dziś zapomnianych utrudnień ,może zrozumieją ,do czego piję. Przecież wtedy mimo tych przeszkód było i tak energetycznie, rewolucyjnie, świeżo, entuzjastycznie i z wielką  nadzieją  ……a detale nie mąciły wrażenia , że dzieje się coś ważnego dla ludzi mody. Byliśmy z tym szczęśliwi…

.Image

 

 

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Roszczeniowacenie mamy w genach

  1. Pamiętam pierwsze koty za ploty. Uważam, że bardzo duzo usiagneliscie. Tym bardziej jest mi przyjemnie, że uczestniczylam w tych pierwszych burzach mózgów. Z tamtych planów sprzed lat osiagneliscie praktycznie wszysko. Krok po kroku. Mała łyżeczką, ale się udało. Gratulacje! Masz rację, warto przegladac stare zdjecia. Przypominac sobie jak było. Jacy byliśmy I na czym nam zależało. Ludzie szybko zapominają. Ja staram się nieraz wracać do wspomien. Wazne jednak by nimi nie zyc, bo wtedy sie uwsteczniamy. Trzeba starac sie stawiac przed soba nowe cele, bo wtedy można iść do przodu, rozwijać się. Pozdrawiam I trzymam kciuki za przyszłość.

    • Karolino..Ja pamiętam nawet naszą pierwszą naradę w biurze na Fredry .Było to zimą…..albo to było ostatni dzien grudnia 2008 albo stycznia 2009.Wtedy wszystko wydawało się takie proste:)

      • ha, to był przełom roku. Wszyscy na urlopach a my pogrążeni w dyskusjach i planach 🙂 Ale nie były to czcze dyskusje o d… Maryny. Udało się, słowo stało się ciałem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s