Jestem szczurem…..

Jestem Szczurem.

Siedzi mi w głowie pewna historia o doświadczeniu z dwoma szczurami… wielu osobom znana, ale przypomnę.

Do zbiornika z wodą, z którego nie można się wydostać, wrzucono szczura. Ten pływał kilka minut, próbując znaleźć wyjście z pułapki, ale po kilku minutach prób utrzymania się na powierzchni dość szybko utonął. Ponownie do tego samego zbiornika wrzucono innego szczura i po krótkim czasie podano mu deseczkę, dzięki której się wydostał. Ten sam szczur ponownie wrzucony do zbiornika tym razem pływał przez kilka godzin nie dając za wygraną i dopiero wyczerpany do granic możliwości, tonął.

Myślę, że jestem szczurem.

Aby to wyjaśnić, przejdę do opisu „naczynia”, do którego mnie wrzucono 20 lat temu…

W 1993 roku jednym z pierwszych pokazów, które produkowaliśmy, już pod flagą Moda Forte, był pokaz polskich projektantów podczas gali dyplomów francuskiej znamienitej ESMOD – najstarszej szkoły projektowania, mającej swą historię nieprzerwanie od 1841 r. Wybór miejsca nie był przypadkowy.

Lyon porównywano wielokrotnie do Łodzi, ponieważ przemysłowo-tekstylna tradycja tego miasta jest bardzo zbliżona do fabrykanckich tradycji łódzkich. Mnie przychodzi jeszcze jedno skojarzenie, oparte o tradycje filmowe obu miast. W Lyonie powstał pierwszy film w historii kina produkcji braci Lumière, zaś pierwszy polski film powojennej Polski, „Zakazane Piosenki”, nakręcono w Łodzi.

Mało tego: do dziś w Lyonie mieszka bardzo wielu potomków właścicieli łódzkich kamienic pochodzenia żydowskiego, którzy uciekali przed niemiecką eksterminacją i sowieckimi prześladowaniami. Wielu z nich ciepło wspominało ulicę Piotrkowską i Łódź.

Ale wracamy do pokazu.

Pokaz, zawierający dorobek 17 projektantów, stał się pierwszym tego rodzaju projektem prezentującym osiągnięcia polskiego designu poza granicami III Rzeczypospolitej Polskiej.

Był niepokornie dobrym i szokującym widowiskiem dla francuskiej elity, która przyszła oglądać głównie kolekcje absolwentów francuskiej szkoły i przy okazji rzucić okiem na egzotyczną propozycję nikomu nie znanego w modowym świecie kraju.

Na ponadprzeciętny efekt pokazu złożył się fakt, że całość była przez miesiące drobiazgowo przygotowywana, konsultowana i starannie selekcjonowana przez pomysłodawczynię tej idei – Ewę Kozieradzką. Koza (tak ją wszyscy nazywaliśmy) przygotowywała się do tego projektu dość długo, ambitnie wydeptując ścieżki w ESMOD, konsulacie polskim i Izbie Handlowej w Lyonie.

Modelkami polskiej części pokazu była elita ówczesnego polskiego modelingu – czołowe polskie modelki z Domu Mody Telimena i Mody Polskiej. Całość organizacyjnie koordynował duet w postaci Jurka Czubaka i, nieżyjącego już, Mirka Kołakowskiego z Fundacji Rozwoju Przedsiębiorczości. Pomagało nam mnóstwo osób. W wielu działaniach pomysł ten wspierali urzędnicy magistratu, a nawet dziennikarze łódzkich gazet, którzy pojechali z nami robić relację. Pokaz rejestrowała ekipa Telewizji Polskiej Programu 2 z Michałem Fajbusiewiczem na czele.

Pomagali dosłownie wszyscy!!!

Pomimo początkowego niedowierzania w powodzenie misji, powstał z czasem swoisty łańcuszek ludzi dobrej woli.

Decydującą rolę odegrał wówczas Monsieur Jean Enderlin – ówczesny prezydent izb przemysłowo-handlowych rejonu Rhône-Alpes i dyrektor Musée des Tissus et des Arts Décoratifs w Lyonie. Ze strony polskiej w projekt uwierzył Norbert Zawisza, dyrektor Muzeum Włókiennictwa, który użyczył nam wnętrz do przymiarek i prób, a także wspierał nas podczas licznych narad produkcyjnych. Było wielu dobrych matek i ojców: Elżbieta Hibner (wiceprezydent Łodzi), Sławomir Czarlewski (konsul generalny w Lyonie) czy choćby Jacek Poremba (nasz ówczesny serwis fotograficzny), a także prof. J. Dithl, który dał nam swoje błogosławieństwo, a jego nazwisko pomogło otworzyć wiele drzwi.

Pomagało nam wiele osób, także ze strony francuskiej: począwszy od mera miasta Lyon, dyrektora Musée de Tissus, Uniwersytetu Jaean-Mulin III, poprzez ludzi z Izby Przemysłowo-Handlowej w Lyonie, a skończywszy na samym ESMOD.

Nad cała ekipą unosiły się opary energii i entuzjazmu wszystkich osób zaangażowanych w pokaz.

Ten wieczór na dziedzińcu  Musee de Tissus był nasz.

Postkomunistyczna trupa artystyczna z kraju dopiero podnoszącego się z kolan i dziesiątek lat niewoli przybyła do jaskini lwa i nie dała się pożreć.

Francuzi gratulowali, sypały się pierwsze oferty dla niedowierzających projektantów, padały propozycje ponownych pokazów.

Niestety…, podobnie jak często ma to miejsce dziś, nie podjęli większości ofert i nie skorzystali z życiowej okazji, kiedy do nich zapukała. Głównie z powodu zaskoczenia, jakie wzbudziło nagłe zainteresowanie, ale także z braku jakiegokolwiek przygotowania do rozmów mogących biznesowo sfinalizować sukces. A oferty były, i to z doborowych domów mody.

Ale nie to jest najważniejsze. Największą satysfakcją było to, że w tak renomowanym miejscu zostaliśmy „pozytywnie zweryfikowani” i podziwiani.

Wtedy wszyscy wierzyliśmy w sukces. Pamięć tego momentu ekstazy nigdy mnie nie opuściła.

Ta chwila pozwoliła mi uwierzyć, że można wbrew logicznym czy ekonomicznym przesłankom osiągać sukces w tej branży. Uwierzyć, że polski design, mimo braku pieniędzy i promotora, jest w stanie konkurować z innymi, i że mimo niskich budżetów czy o wiele krótszej tradycji kultury mody, potrafimy się porywać na działania, których nie powstydziłyby się inne kraje.

W kolejnych latach podejmowaliśmy lub byliśmy sami świadkami wielu prób podobnych działań.

Specjaliści od motywacji twierdzą, że kiedy marzymy i próbujemy realizować swoje marzenia, osiągamy to prędzej czy później, z co najmniej 80-cio procentowym efektem. A wtedy na dziedzińcu  Musse de Tissus marzyliśmy wszyscy…

Ktoś zapyta, po co to wszystko piszę i odgrzebuję historię sprzed 20 lat.

Piszę, bo oburzam się, kiedy widzę bezmyślną krytykę w branży, brak odniesienia, chęci szukania kontekstu i wyciągania wniosków z lekcji historii lub zwykłe szufladkowanie ludzi wyłącznie w oparciu o kontekst towarzyski. Piszę, bo widzę zblazowanie osób gotowych niszczyć młode inicjatywy dla samej przyjemności lub żądzy dokopania drugiemu, choć ich merytoryka nigdy niczego nie zbudowała. Piszę, bo widzę wulkan energii wielu ludzi, tak często gwałconej przez złe słowa, które potrafią zniszczyć czyjeś marzenia i plany.

Wrażliwość – cecha niemal każdego twórcy – ma to do siebie, że kiedy napotyka agresję i po prostu zwykłe chamstwo, nie potrafi sobie z tym poradzić, więc się wycofuje, oddaje pole, dając satysfakcję agresorowi, budując mu jeszcze większe poczucie siły.

Budowanie kosztem wrażliwszych? Jakież to słabe.

Dość łatwo podciąć delikatną gałąź początkującego projektanta, tylko pytam: po co? Widziałem zbyt wiele niedoszłych i zmarnowanych karier w polskim designie, aby siedzieć cicho i pokornie spuszczać głowę, kiedy widzę bezpardonowe ich deptanie. Zbyt wielu ludzi potrzebuje bardzo niewiele, aby zrobić bardzo dużo. Dlatego piszę i nie chcę, aby było śmiesznie czy kontrowersyjnie, nie chcę też dawać satysfakcji negatywnej sensacji…

Nader wszystko chcę, by trafiło do Waszych umysłów.

Jestem upartym, nieustępliwym szczurem, któremu kiedyś podano deseczkę.

Jestem szczurem…..

Obrazek

team w drodze na próby pokazu :Jurek Czubak i Mirek Kołakowski na czele.

Obrazek

Jacek Poremba i jego pierwsze modelki :Irmina Kubiak i Monika Kaczmarek

Obrazek

Obrazek

dominowały polskie lny:modeli :Beata Kunert, Monkia Lasota,Iwona Kotowska

Obrazek

i ręcznie malowane jedwabie…

modelki: Marzena Zadrożna, Kamila Gałązka, Anita Lipnicka, Magda Szczeblewska „Szczypior”

Wszystkie foto: Jacek Poremba

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Jestem szczurem…..

  1. może wynika to z naszego braku patriotyzmu, który również przejawia się w modzie… cudze chwalicie swojego nie znacie 😉 z drugiej strony- przecież krytykowanie jest takie modne

    • Słuszna uwaga.O bezpodstawnym kompleksie polskości jeszcze napiszę. Jest coś takiego jak patriotyzm gospodarczy w innych krajach a u nas ma to wręcz odwrotną formę.

  2. Ale pomyśl Jacku ilu fajnych ludzi poznaliśmy, ile przyjaźni przetrwało lata całe. Byliśmy swietni i jesteśmy swietni :). A gnomy? daj spokój gnomom, widać też muszą żyć, ale per saldo nie są istotni. Więc trzymajmy sie razem, rubmy swoje, wspomagajmy się i … na przód, po nową przygodę. Jak to było? Jesteśmy solą tej ziemi i belką w oczkach paru? Damy radę. CzegoTobie, Wam jak i sobie, nam życzę. I jakby co to dzwoń. A z tym szczurem to… inteligentna bestia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s