Upiory polskiej mody

Postanowiłem potraktować ten dzień na wesoło i w trendzie zgodnym z nową świecką tradycją   przedstawiam  Wam kilka upiorów branży mody z ostatniego 50 lecia…

Lata 60 te.

Znam je głównie ze zdjęć rodziców. To chyba były świetne czasy, bo moda na zachodzie Europy zaczynała dopiero się tworzyć w zorganizowane formy :  rosnący prestiż domów mody i cyklicznych fashionweeks . Styl tych lat często inspirowany filmem amerykańskim, włoskim , epokami B.B i M.M czy polskim kultem Zbyszka Cybulskiego (każdy facet musiał mieć okulary  a’la Cybulski) – przenikał na polskie ulice.  Skąd nasze mamy i ojcowie to zdobywali -nie wiem. Raczkując widziałem najczęściej podłogę i kolorowy dywan we wzory pop-artowe ,które pamiętam do dziś. Upiorami wydawały mi  się wtedy niektóre ciotki z kokami na głowach , ale z czasem zmieniłem perspektywę widzenia-bo kok to symbol mody tamtych lat.

Lata 70 te.

Z tego okresu zapamiętałem modę przez pryzmat Pewexu, który był jedynym łącznikiem,  z innym światem niż ten ,w którym żyliśmy. Ciuch  z Pewexu był  wyznacznikiem „właściwego” trendu . Spodnie Wranglery po 21 USD i swetry z wełny szetlandzkiej po 16 USD czyli w cenach ówczesnej miesięcznej pensji naszych rodziców upiornie unifikowały nas do jednego wzorca estetycznego. Na sztandarach mody były hasła  „Pewex „ –tak!, „Odra”- nie! („Odra” to były zakłady odzieżowe produkujące masowo ubrania z tzw. teksasu czyli socjalistycznego jeansu, ale nijak niespieralnego chyba ,ze z użyciem pumeksu. Jeansy z Odry można było tolerować w podstawówce ale w średniej szkole już były  obciachem . Po tej dekadzie pozornego dobrobytu komuny trudno było wpaść na własny styl tym bardziej ,ze budulca do indywidualizmu nie było nigdzie w zasięgu wzroku przez kolejne kilka lat.

Lata 80 te

Marzeniem każdego Polaka było mieć płaszcz z Próchnika, a marzeniem każdej  Polki posiadać  kostium z Telimeny lub sukienkę z Mody Polskiej. Nieosiągalnym celem  były też zimowe kurtki puchowe z Warmii czy płaszcze z Cory,  a w drugiej połowie dekady hitem było cokolwiek z Hofflandu .Koszmarem tej dekady było to, że po wymarzone części garderoby stało się godzinami w kolejkach, ale bez gwarancji zakupu. Innym sposobem było zawarcie znajomości z kierowniczką sklepu odzieżowego , bo  towar w socjalizmie zawsze  był tylko spod lady. Pokazy mody podczas Interfashion (socjalistyczny Fashion week na całkiem niezłym poziomie)  irytowały nieosiągalnością prezentowanych tam ubrań i długonogich modelek.

Lata 90 te.

Upiorne i zabójcze stało się to  ,że firmy tworzące wspomniany  „towar spod lady”, nie zauważyły zmiany systemu ekonomicznego i nadal zachowywały się tak,  jakby pozostały   w poprzedniej dekadzie. Cała „top lista” zachowywała się   jak Rihanna  na plaży w Sopocie. Zero rywalizacji ,poczucie niezmienności, pogarda dla konkurencji, niechęć do inwestowania w markę (zwykle wedle idei „skoro już się ma pozycję lidera to po co się starać?”).

Upiorem wielkich polskiej mody  stało się niezauważanie konkurencji w postaci zachodnich marek sieciowych powoli sondujących polski rynek celem przyszłej ekspansji. Aroganckie  było też traktowanie  projektantów w roli zakładowych plastyków, których zadaniem było anonimowe tworzenie kolekcji, robienie wystaw świątecznych w salonach sprzedaży, aranżacji stołów konferencyjnych prezesów, projektowanie katalogów i dekorowanie targowych stoisk. Pogardliwie nazywano ich plastykami.Wszystko bezimiennie w imię chwały zakładu pracy,   w którym się pracuje. W finałach pokazów mody najczęściej na wybiegu  pojawiał się prezes firmy ,raczej nigdy  nie pojawiał się autor kolekcji. Dlatego z tamtej epoki do historii przeszły nieliczne nazwiska: Jerzego Antkowiaka, Anny Skórskiej, Barbary Hoff…..

Moda nadal inspirowana filmem przejawiała się tym ,że w ciągu kilku miesięcy sprzedało się w kraju kilkaset tysięcy kurtek wzorowanych na kurtce lotniczej Bogusława Lindy z filmu „Psy”Pasikowskiego .

1 dekada nowego Millenium

Na początku dekady osikowym kołkiem w sercu mody stało się  odrzucenie i skreślenie przez klientki i media polskich marek . Nie pomagały w  promocji kosztowne pokazy w warszawskich hotelach ,które były bojkotowane przez dziennikarzy trochę przy akompaniamencie pogardy do tego co polskie. Na domiar złego fatalna polityka zagraniczna naszego kraju wobec szeroko rozumianego wschodu doprowadziła do swoistego cichego embarga Rosji na nasze produkty odzieżowe. Honor kosztem bankructwa tysięcy firm . Nasze miejsce na tym rynku skutecznie zajmowali Niemcy ,Turcy, Hiszpanie . Przyszedł kryzys niewyobrażalny.

W tym samym czasie:

Miejsce na salonach świata polskiej mody  wypełniło kilka nazwisk projektantów. Był to efekt głodu na „herosów” mający korzenie  w poprzedniej dekadzie. Projektantów nieśmiało pojawiających się na pokazach szybko  wynoszono do rangi niemal cesarskiej .  Nieważne, że roczna produkcja tychże artystów  była równa dziennej produkcji Mody Polskiej i to z jej schyłkowego okresu. Jednym z niewielu wyjątków stał się Maciej Zień ,który właściwie skrzyżował swe plany z biznesem, tworząc właściwy sojusz biznesu i kreacji. Efekty tej strategii projektanta widzimy dzisiaj.

Pojawiły się liczne  pokazy mody z udziałem tychże najważniejszych , na początku nieśmiałe i niezgrabne, ale z czasem dostrzeżone przez sponsorów rosły z każdym sezonem. Długo jednak nie potrafiono przebić niezwykłego wrażenia   polskiego pokazu Joanny Klimas z z połowy lat 90 tych, który stał się kamieniem milowym w historii polskiej mody….To był na tamte czasy niezwykły pokaz z pełną relacją w TV.

Lukę szybko wypełniały też  nowe marki zagraniczne kuszące nowoczesną formą, kolorystyką zgodną z kartą kolorów na dany sezon i wystawami zmieniający i się częściej niż raz na rok. Jedna połowa produktów mimo znanej metki pochodziła z Chin a druga połowa tych z wyższej półki szyta była najczęściej w polskich firmach (sprowadzonych do parteru taniego podwykonawcy). Towar w ten sposób wykonany niemal w całości  w najlepszych zakładach w Polsce wyjeżdżał za Odrę, dostawał metkę „made in Europe” i wracał z narzutem 500% . Zakompleksiona klientka z genetycznie zakodowanym podziwem dla wszystkiego co z zachodu – kupowała i tak bezkrytycznie. Nadal pokutował kompleks polskości wygenerowany w czasach Pewexu.

Lata ostatnie

Przekleństwem  współczesnych czasów jest nadal brak polskiej marki globalnej i choćby jednej kariery projektanta z Polski o międzynarodowym statusie i rozgłosie. Nadal kisimy w sobie polskie kompleksy ,skacząc sobie do oczu ku uciesze innych. Przypuszczalnie to efekt upiorów lat poprzednich.

Wyjątkiem w branży mody są modelki ,które dużą silną grupą wdarły się do światowego  top 50 i są doceniane także w kraju ….nieco szybciej niż Ania Rubik, która kilka lat czekała na uznanie na ojczystej ziemi podczas kiedy jej karierą zachwycał się świat już w 2003 roku.. Opanowaliśmy rynek modelek tak, jak kiedyś w innej dziedzinie rynek operatorów filmowych. W dziedzinie mody własne ograniczenia nie pozwalają nam marzyć ,że na rynku projektanckim można odnosić spektakularne sukcesy. Musimy najpierw uwierzyć ,że nowe pokolenie też jest coś warte i właściwie je wspierać a nie podcinać im gałąź na której też i my sami zasiadamy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s