Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o……..

Próbuję znaleźć sens a właściwie choć odrobinę sensu w decyzjach miejskich władz Łodzi dotyczących wizji Łodzi jako stolicy mody.

Nie potrafię.

Spoko. Nie piję tu do decyzji zesłania nas na banicję za ostatni Fashion Week. Ten tekst to nie vendetta za zerwany kontrakt z miastem,ale ból serca za niszczenie wielu lat pracy  ludzi zaangażowanych w temat mody w tym mieście.

W tym co się dzieje obecnie nie widzę już zupełnie sensu.

Miasto czekało  rok z projektem działań mających być kontynuacją  Fashion Week co przy stanie posiadania prawie nieograniczonych możliwości finansowych (milion czy dwa nie jest problemem skoro na Transatlantyk wydano 4,5mln w 2016 roku)  wydaje się niepojęte. Przecież mając to co najtrudniejsze w takim wydarzeniu czyli kasę sprawa była dziecinnie łatwa do ogrania. Przypomnę, że mówimy o mieście rzekomo kreatywnym  i mającym się za polską stolicę mody.

Czy logo „Łódź kreuje ” to stempel czy deklaracja?

Więc co? Przez półtora roku się nie udało sklecić atrakcyjnego pomysłu?

Nie było jak, nie było komu,nie było czym?

To gdzie to miasto kreatywnych?

Roczna  przerwa w cyklu Fashion Week odstrzeliwuje Łódź na orbitę innej galaktyki i jest  golem samobójczym w meczu o  palmę pierwszeństwa bycia liderem branży  mody.

Zużyto rok by wykombinować coś równie banalnego jak konkurs dla projektantów? To jest ten pomysł?Naprawdę?

Ilu mędrców na ilu spotkaniach to wykoncypowało?

A najbardziej szokujące jest, że pomysł pożera tym samym  inny miejski projekt czyli Międzynarodowy Konkurs dla Projektantów Ubioru Złota Nitka, który w tym roku obchodziłby 25 lecie.

Mając taki projekt, ustabilizowany ciężką ,25 letnią pracą wielu współtwórców  Złotej Nitki  burzy się tak zacną i wiekową  świątynię by postawić na jej gruzach nowy kościółek z nadzieją, że kiedyś stanie się  katedrą?

A jak się nie stanie? Kto za to beknie?

Złota Nitka to efekt pracy wielu pokoleń do których także ja się zaliczam gdyż miałem przyjemność współprodukować ten konkurs wielokrotnie od 1994 roku począwszy. Lata pracy, darmowego coachingu  i ewoluowanie konkursu do stanu jaki znamy z ostatnich paru lat.

Robiliśmy ten konkurs z pasją nie patrząc na pieniądze, które w latach 90 tych i już na początku nowej dekady były symboliczne. Godziny kreatywnych rozmów i negocjacji z teamem  MTŁ, który aktywnie  współpracował  z nami (w latach 90tych prezes M.Gałuszka, potem prezes Mirosław Pietrucha, Paweł Fendler i project manager ze strony targów :Łukasz Lawrenz)  co nie było łatwe przy ciągle nowych pomysłach Irminy i Kasi Sokołowskiej.Kolejne edycje obfitowały  czasami w trudne decyzje i kompromisy jak choćby te dotyczące ilości nudnych przemówień włodarzy miasta. Ale konkurs rósł.

Złota Nitka 2008 Foto:AKPA

Złota Nitka była wiodącym projektem podczas pierwszej i drugiej edycji Fashion Week. Pierwsze edycje odbyły się także w miejscu znanym z edycji Złotej Nitki czyli hali Expo. Po latach historia zatoczyła koło i ostatnia edycja odbyła się ponownie w tym miejscu.

Złota Nitka 2009 podczas 1 edycji Fashion Week.Foto:AKPA

Z doświadczeń produkcyjnych wyniesionej między innymi z produkcji Złotej Nitki zbudowaliśmy podwaliny pod FashionPhilosophy  mając w głowie wiedzę i wiarę w   potencjał polskich projektantów o których istnieniu (dzięki temu konkursowi choćby)  dobrze wiedzieliśmy.

Brawo urzędnicy!

Nie będę punktował błędów pomysłu Łódź Young Fashion bo za darmoszkę już nic nie zrobię i ta wiedza na pewno Wam urzędasom się nie należy. Za wiedzę trzeba zapłacić i podpowiedzi tutaj nie będzie.

Nie bawiąc się w jasnowidza Jackowskiego przewiduję porażkę konkursu  na wielu frontach i czas pokaże dlaczego mam takie przekonanie.

Złosliwie jednak powiem: na dobrą sprawę efektywny konkurs dla projektantów  można zrobić od zera w 4 do 6  tyg co udowodniliśmy robiąc to  w 2015 dla Seata.Zespół na czele z Piotrem Maciejewskim zarwał parę nocy pracując nad tym ale postawiliśmy konkurs w kilka dni mając codzienny zasięg ponad 200 000 ludzi na FB iponad 2000 osób które się do niego zgłosiły. Koszty ok 35-45  tyś z z reklamą na FB i platformą online plus pakiet nagród wartości kilkudziesięciu tyś. ale ufundowany przez sponsorów i nie obciążający budżetu. Nie ma więc uzasadnienia wydawania wielkich pieniędzy na konkursy w dzisiejszych czasach.

Konkursów na świecie są tysiące. Różnych , różnistych jak mawiał Smoleń. Konkursem jest  choćby Project Runway i  nic go nie przebije zasięgiem bo kto przebije zasięg TVN? Po co więc wydawać miliony w Łodzi?

Ktoś się napocił w tym ŁCW  nad tym pomysłem albo może po prostu nie chciał nic skomplikowanego co może przynieść jakiekolwiek ryzyko. Obstawiam tę drugą wersję. Ktoś wybrał banalny pomysł, który ma  w zamian mieć pewną kasę, która spokojnie wystarczy na pokrycie kosztów konkursu i na coś jeszcze.

Konkurs za milion, który ma wypełnić lukę po Fashion Week.  Naprawdę? Śmiać się czy płakać?

Przyjedzie tu Euronews, ZDF czy globalny CNN jak to się stało  podczas 13 edycji? Umiecie zaprosić  Vogue, Elle, Collezioni?

Osobną paranoją jest lokalizacja w małej Sali Centrum Promocji Mody z widownią  na max 400 osób. Bez perspektyw na rozwój i rozrost projektu ( chyba, że  może właśnie o to chodzi?)

Mając doświadczenie z lat produkcji Złotej Nitki w której niestety czasami lekceważono publiczność jestem niemal pewien,że widownia  podzieli się podobnie:  ¼ sali zajmą wykładowcy z ASP i ich rodzinni towarzysze, drugie  dwie  ćwiarteczki zajmą urzędnicy z Urzędu Miasta i Urzędu Marszałkowskiego a  pozostałą część studenci .Tak było podczas niezbyt chlubnej 20 edycji (nie mieliśmy na nią wpływu) kiedy zagranicznych gości przybyłych na Fashion Week posadzono w 10 rzędzie bo w pierwszym rzędzie rozsiadły się znajome kokochy. To dla kogo ta impreza?

Światowy format ma zaistnieć w tej kameralnej sali, którą testowaliśmy do porannych pokazów offowych? Jak na razie buńczuczne zapowiedzi międzynarodowego konkursu tylko upewniają mnie, że twórcy pomysłu nie mają pojęcia o czym mówią.

Pytanie więc o co chodzi? Być może odpowiedz tkwi w tytule tego tekstu.

Łódź to trudne miejsce na realizację marzeń.

Nam nie wyszło ze względu na rosnące bariery ze strony głównego partnera ale wysoko powiesiliśmy wszystkim poprzeczkę .

Powodzenia życzę więc w próbie podchodzenia do tejże poprzeczki od nowa . Ciao.

Na co komu był ten foch?

Tośmy się doczekali.

Czyżby koniec polskich pokazów Fashion Week?  Rzeczywistość zareagowała w ostatnim roku jakby w panice szukała  odpowiedzi na tezę redaktora M. Zaczyńskiego  zawartej w jednym z jego artykułów

(przyp.: http://michalzaczynski.com/2016/09/21/odpuscmy-sobie-fashion-weeki/ )

i odpowiedziała  niczym echo: Odpuśćmy sobie Fashion weeki….

Klapa, kryzys, przesyt.

Koniec, kropka, nic.

Zaczęło się rok temu zerwaniem umowy przez miasto Łódź a może i wcześniej..

Fashionphilosophy Fashion Week.

Dyrektor promocji miasta B.Wojdak najpierw „promocyjnie” wysłał do mediów oficjalną informację, że Fashion week prawdopodobnie się nie odbędzie (zrobił to już w czasie trwania wydarzenia co zniechęciło niedecydowanych do przyjazdu a innych nastawiło dość szorstko do imprezy) a parę dni potem zerwał umowę z powodu złego wydźwięku w mediach, który to wydźwięk w sporej części był także jego autorstwa. Oczywiście winę przypisano w całości nam, którzy bez grosza do tej pory punktualnie otrzymywanego na ten cel próbowali postawić imprezę w warunkach niemożliwych.ZAWSZE przez 7 lat dostawaliśmy zaliczkę przed imprezą a tym zamiast zaliczki razem dodano nam bonus w postaci obowiązku 100% przedpłaty za miejska halę Expo.Tak wyglądały realia partnerskiej współpracy z miastem Łódź w ostatnim okresie.

Urząd Miasta  przekonany ,że za chwilę ustawi się kolejka chętnych do robienia Fashion Week  w miejsce niepoważnego Kłaka szybko ogłosił, że już w październiku ktoś nowy i kompetentny podejmie wyzwanie i zrobi to na właściwym poziomie.

http://lodz.wyborcza.pl/lodz/1,35153,19978250,miasto-zrywa-umowe-z-organizatorem-fashion-week-co-dalej.html

Nikt nie podjął tematu .

Dyr. Wojdak zmienił pracę choć oficjalna wersji brzmiała, że szuka nowych wyzwań w sektorze niepublicznym. Znacie kogoś kto rezygnuje z ciepłej i bezpiecznej posadki dyrektora w urzędzie i szuka nowych wyzwań mając taką posadę?

https://www.radiolodz.pl/posts/27842-biuro-promocji-uml-bez-dyrektora-bartlomiej-wojdak-podal-sie-do-dymisji

Poszukiwania następcy do realizacji łódzkiej wersji FW  nadal trwają. Od roku pracuje się nad koncepcją (tylko nad czym tu do cholery koncypować?) . Nie będę pisał o wrażeniach projektantów wkręconych na spotkania w urzędzie miasta mających na celu wygenerowanie olśniewającego pomysłu  na Fashion Week w Łodzi. Oczywiście nadzorem nad tym miało przejąć Łódzkie Centrum Wydarzeń nazywane w kuluarach nieco inaczej .

Chodzą słuchy, że Łódzkie Centrum Porażek (wersja nazwy kuluarowa)  stawia tak bezczelne warunki współpracy jakby miało ministra Ziobrę i Misiewicza w rodzinie, który zapewni im parasol bezpieczeństwa w razie czego. Chyba pomyłka. Nikt przy zdrowych zmysłach umiejący liczyć nie połaszczy się na hasło MAMY MILION na Fashion Week!  Za tyle nie da się zrobić wydarzenia kilkudniowego z kampanią w mediach (internet,outdoor,telewizja i radio). To co powstanie będzie opakowaniem wyrobu czekoladopodobnego.

A milion będzie się rozdzielać po swojemu  pod dyktando „zaradnych inaczej” urzędników.

Hasło MILION robi wrażenie na Kowalskim z programu 500+  który co sobotę staje w kolejce  po kupon do Lotto z nadzieją  na  milion plus, ale jak widać nie robi wrażenia na producentach eventów znających realia cenowe takich wydarzeń. Łódż może się pożegnać z legendą Fashion Week.

Mercedes Benz Fashion Weekend

Potem jak grom z nieba przyszło odwołanie imprezy Mercedes Benz Fashion Week. Impreza w założeniu miała  przyćmić wszystkie inne wydarzenia jesienią 2016 roku. Był plan, sztab ludzi  i oczywiście kasa zabezpieczona wielka marką. Idea prawidłowa wzorowana na regułach, które obowiązują na całym świecie. Dlaczego  więc nie wyszło? Dlaczego nagle odwołano wydarzenie?

http://www.elle.pl/moda/artykul/mercedes-benz-fashion-week-warsaw-odwolany-1/382541

Wielka szkoda się stała  bo MBFW to projekt z tradycją międzynarodową. My także swego czasu pracowaliśmy nad tym projektem. Zainwestowaliśmy w to ponad kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Było blisko, byliśmy na wielu spotkaniach z managerami IMG i MGFW ale Łódź była dużym problemem dla dyrektorów z Nowego Jorku, którzy nie ufali miastu z jednym hotelem czterogwiazdkowym i brakiem lotniska o połączeniach międzynarodowych i trochę szkoda, że nie uwierzyli wówczas w potencjał który miał wyraźną fazę wzrostu. Niemniej na pytania ulubionego dyrektora promocji miasta Łódź „czemu Mercedes nie w Łodzi ,oj czemu” łamały mi się długopisy w kieszeniach. Myślałem sobie :jedź dyrektorku do stolicy mody jaką jest Nowy Jork czy Mediolan wróć do Łodzi i znajdź 10 szczegółów różniących te dwa obrazki a potem zadaj to pytanie raz jeszcze.

Wróćmy jednak do Mercedes Benz Fashion Week i  do 2016. Drugi falstart Mercedesa w stolicy  po niezbyt udanej imprezie w Soho Factory w 2015  przekreślił chyba szanse wiarygodności projektu pod tą nazwą i z tego co dowiedziałem się od osoby bardzo zaangażowanej w ten projekt –Mercedes wycofuje się z dalszych prób angażowania w modę w tym kraju. Szkoda ,szkoda, szkoda…Konkurencja w pewnym sensie dla nas to była a jednak …….szkoda.

Ptak Fashion Week ,Fast Fashion,international fair coś tam coś tam………

Jesienią na placu boju został Antoni Ptak . Wolny od obciążeń w kwestii pozyskiwania kasy, z wielką fortuną  (top ten na liście Forbes) pozwalającą zapraszać światowe nazwiska z Paris Hilton i Kenzo na czele oraz niemal każde inne persony, które w tenże sposób dorabiają sobie do modowej emerytury. Nazwiska nie przyciągnęły zbyt wielu fanów a perfekcyjna pani domu i jej mąż nie stali się gwiazdami mody i ulubieńcami  stylistów. Nie pomogły więc  hasła o największej imprezie w Europie i miliony utopione w to wydarzenie (w kuluarach mówi się o kilkunastu!)

Podobno za daleko było od centrum stolicy, za przaśnie, za dużo krytyki środowiska i za duży opór projektantów. Nikomu nie było po drodze do Nadarzyna, który faktycznie Warszawą nie jest choć….według najnowszych przesłanek o metropolii według najjaśniejszej nam panującej władzy-będzie.

To było kolejne podejście do lądowania Ptaka na lotnisku moda. Nawet w pierwotnej wersji targowej, nim przyszło Ptakowi do głowy być Fashion Weekiem-impreza się nie przyjęła.

Może za dużo było tytułów, pompy i pretensjonalnych zapowiedzi. Ale w końcu imperium Ptaka wyrosło na niezwykłym instynkcie targowym więc należało mieć nadzieję, że wykluje przynajmniej targi odzieżowe z prawdziwego zdarzenia.

Tymczasem formuła targowa też nie „zafungowała” .

http://michalzaczynski.com/2014/09/01/modni-za-52-zlote/

Ptak który staje się liderem targowym w kraju postawił więc na inne  branże które wdzięcznie mu się rewanżują w zamian za jego zaangażowanie i częstą filantropię.

Podziwiam (na serio!) fakt, że co dwa tygodnie hale w Nadarzynie tętnią życiem wystawców AGD, dilerów aut, producentów reklamy, rowerów, turystyki czy targami wydawnictw. Podziwiam tez u niego szybkość oceny sytuacji. Najpierw szybko wyszedł z regionu Łodzi po dwóch średnio udanych  imprezach i przeniósł się w okolice Warszawy ale nawet mając kapitał nie brnął dalej widząc opór. Tak się zarabia pieniądze moi drodzy. Nie babrzemy się w emocje. Nie kładziemy majątku na stół. Ptak bierze wszystko w branży targów i tylko z modą nie wyszło. Dziwne…..

Wiosna 2017

Idzie wiosna.

Łódź siedzi cicho jakby chciała aby nikt nie zapytał co dalej z tym wielkim  zadęciem i animuszem  całym patosem miasta mody i hasłami Łodzi kreatywnej i modowej. Nie ma wariata co chce się podłożyć? Mimo wielu rozmów, wsparcia zaangażowanych włodarzy miasta ,poszukiwania panicznego sponsorów i presji znalezienia „leszcza”  -chyba nie ma.

Szkoda  trochę, że  Łódź nie chciała z nami rozmawiać  nie tylko o sukcesie ale i o problemach kiedy te  zaczęły się pojawiać nim uruchomiły lawinę niepotrzebnych zdarzeń. Sygnalizowaliśmy kłopoty od trzech lat i to na długo zanim zaczęły się prawdziwe problemy. Klepano nas po plecach z uśmiechem :”Jakoś sobie poradzicie”.

Jak za komuny : Towarzyszu. Dacie radę .Jak to nie dacie? Naprawdę nie dacie? A to  na Sybir.

No to jestem „Sybirakiem”.

Wiosna nadciąga  z brzmieniem ciszy. Rynek mediów prasowych się kurczy pod naporem internetu i fenomenu blogerek przyciągających uwagę 10 cio krotnie większej rzeszy fanów niż światowe tytuły prasowe.Nie zmienia to faktu, że na rynku na którym kilka wyższych uczelni wykluwa co roku parę setek projektantów nie pisze się o polskim dizajnie prawie nic.

O czym będzie się mówić ,plotkować i pisać w 2017? O odchodzących z rynku markach TOPSHOP czy Mark &Spencer ?

Na czym się skupi elita modowego niezadowolenia? Kogo będzie się krytykować na kogo narzekać? Temu szmerowi tak cudnie  wtórowało w kuluarach  tzw. środowisko . Czym się teraz pożywi?

Tyle było tematów do dysput. Bo Mercedes chciał kasę od projektantów ( a dlaczego miał nie chcieć?) a Ptak z kolei chciał im płacić (nikt na świecie nie płaci). Bo hala  Expo w Łodzi bez klimatu, a Hilton za ciasny , bo pokazy za mało znane a przecież pokolenie Barei „ ogląda filmy tylko te które lubi”.

Bo jednemu blogerowi zupa była za słona (a właściwie za chłodna) a VIP rom zaaranżowany w starej hali maszynowej fabryki Grohmana za zwyczajny a wręcz powiatowy. Innego zaś na jednym pokazie przesadzono z całą świtą całą co wystarczyło za  powód  do obrazy i pretekstu  opuszczenia wydarzenia oraz wypominania nam tego faktu przez kolejne 2 lata .

Do tego komentarze na siłę próbujące dyskredytować wydarzenie czasami ośmieszające samego autora tych opinii. Nie analizowałem jak to się miało do imprez w Ptaku czy MBFW. Mogę na swoim podwórku znaleźć dziesiątki tragikomicznych przykładów.

W pamięci został mi opis, że na Fashion Week wadą są tłumy dziwnie ubranych (przebranych dziwacznie w tym także za hiszpańskie madonny) ludzi. Autor nie miał chyba pojęcia, że komentuje wygląd ikony paryskich pokazów, czołowej blogerki Diane Pernet . Tej samej bez, której w Paryżu wiele pokazów nie zacznie się zanim Diane nie dotrze na miejsce. Jej wygląd niezmienny od czasów jej emigracji z Nowego Jorku do Paryża – dość charakterystyczny faktycznie przypominał hiszpańską matronę.

_DSC6216.JPG

Diane Pernet na 12 edycji Fashion Week

Podobnych historii mam dziesiątki w tym ta w której inny dziennikarz komentował brak znanych twarzy w pierwszych rzędach a robił to siedząc dokładnie obok byłego dyrektora artystycznego domu mody Versace Antonio D’Amico  i bardzo bliskiego przyjaciela samego Gianni Verace. Nie rozpoznawano na widowni zbyt wielu :szefa kultowego Bread and Butter, redaktorów Collezioni, Elle i Vogue a innych wręcz wyśmiewano za wygląd nie mając pojęcia kogo uwagi dotykają. Dyrektorów IMG z Nowego Jorku posadzono na finale XX Złotej Nitki  w 12 rzędzie. Mocny afront ale co robić kiedy miejsca w pierwszym rzędzie mimo rezerwacji zajęli łódzcy lokalsi (wiem kto i co ale po co rzucać nazwiskami). Per saldo to był szczęśliwy traf bo łatwiej było z 12 rzędu czmychnąć po 2 kwadransach tego żenującego spektaklu na który nie mieliśmy żadnego wpływu  bo karty tej gry rozdali urzędnicy.

No scenki jak na  scenariusz na komedię bynajmniej nie romantyczną.

http://michalzaczynski.com/2012/04/21/kabaret-zlota-nitka-przedstawia-skok-na-kase/

Mamy  w efekcie to nad czym solidarnie jako tzw środowisko mody pracowaliśmy.

Ani Ptak ani Kłak ani Łódź ani Merc.

Nie ma prawie nic.  Ups..jest.

Niedawno ogłoszona „stolica mody Kielce” (tak dosłownie tytułowana przez prezydenta Kielc -osobiście uważam go za świetnego urzędnika ale tutaj go poniosło).

Coż…stolica mody  Kielce z jej sexy terenem targowym położonym w szczerym polu, który nadaje się może na targi rolnicze czy zbrojeniowe na których upojeni imprezą uczestnicy wypadają z namiotów wprost na ugór i czują się jak na swoim poligonie w Drawsku Pomorskim.

Ale nie do końca to miejsce dla wrażliwców z branży mody. Moda potrzebuje oprawy na każdym poziomie.Szanowne Kielce weźcie mojego ulubieńca dyrektorka promocji  i obowiązkowo do Paryża lub innego miasta mody na wycieczkę proszę zanim ogłosicie swe modowe księstwo.  Daleko Wam nawet do Poznania, Łodzi czy Warszawy niestety w tej kwestii.

Aha….mamy też właśnie debiutujący Baltic Fashion Week . Powodzenia i szerokiej drogi w drodze nad morze.Morza szum ptaków śpiew….ech.

Co więc pozostaje? Walka o przetrwanie na  warszawskich salonach.To główny teren bitew.

Czasy niestety podłe do walki bo coraz skromniejsze budżety.

Sponsorzy zniechęceni  tematem mody testują bariery wytrzymałości psychicznej managerów projektantów oferując im coraz bardziej niecne kwoty wsparcia ich autorskich pokazów. To nie czasy kiedy lekką ręką zdobywało się 100 czy 200 tyś na pokaz.

Kwoty, które ostatnio padają starczają na nadmuchanie kilku baloników jako dekorację a już na pewno nie starczyłyby nawet na 3 minuty lotu  Kasi Sokołowskiej.

Nieliczni projektanci nadal prują sobie żyły aby sklecić budżet pokazu i chyba tylko jeszcze  nieliczni jak Robert Kupisz czy Bizuu  funkcjonują w tym bezpiecznie bez obgryzania dłoni po łokcie.

Mieliśmy setki pokazów non profit, sprawną promocję zagraniczną ,która wyekspediowała ponad 30 projektantów na światowe wydarzenia, mieliśmy wielu chętnych do inwestowania miliony w modę, a nawet światowe marki gotowe to wspierać (Mercedes, Seat, Maybelline, wiele innych). Mieliśmy targi za które nie trzeba było płacić lub płacić symbolicznie. Mieliśmy projekt Mercedesa, który przy minimalnym zaangażowaniu finansowym dałby światowy start w imprezach struktury IMG.

Została kicha po kaszance na brudnym talerzu.

Kto temu winien? Czas na refleksję przy ciepłym kominku. Wiosna idzie. Szkoda mi tylko projektantów zostawionych znowu samych sobie. Finalnie oni zawsze zostają w dupie choć najmniej są winni.

Ciao.

P.S.

Powstaje inicjatywa podniesienia Fashion Week raz jeszcze. Już nie w takiej formie jak niegdyś z licznymi projektami z dziedziny filmu,fotografii itp.Być może będę przy tym pracował i chętnie się udzielam pro bono w jej tworzeniu. Jestem jednak bardzo powściągliwy i nie ulegam już dawnej euforii. Uważam, że to ostatnia szansa na taka inicjatywę ale może nowi ludzie będą mieli więcej szczęścia. Zobaczymy….

P.S. 2

Z ostatniej chwili: Łódzkie Centrum „Porażeń” podało info,że z w przetargu z wolnej ręki powierzyło milion łódzkiej ASP celem organizacji światowego konkursu dla projektantów.To jakby powierzyć Solorzowi organizację światowego konkursu na najlepszą telewizję. Brawo.

„Dajcie Polakom rządzić, a sami się wykończą.”

Przyjaciel  zapytał, czy  dopadła mnie niemoc  i zamykam temat mody?

Nie!

To była mała przerwa na uporządkowanie myśli. „Przemyśliwuję” temat dymania wielomilionowego społeczeństwa przez małą acz silną elitę ludzi  oraz dymania najbardziej aktywnych przez  najbardziej wrednych. Temat dymania to coś nowego w moim przypadku, jeśli czytaliście co nieco wcześniej na tym blogu.  Wisłocką nie jestem , więc o inny rodzaj dymania tu chodzi. Zapraszam.

Tworząc projekt Fashion Week (ufff znowu wracam do mody a obiecałem ,  że chwilowo pass)  miałem przekonanie,  iż tworzymy proste i przejrzyste narzędzie oparte o oczywiste  zasady korzystne dla wszystkich: projektantów,  mediów,  środowiska branży,  nas i miasta Łódź.Naiwne to i szczere. Trudno, możecie się brechtać z tego.  Robię pauzę na śmiech :)…………………………………………………..

Sądziłem ,że projektanci , których na co dzień nie stać,  aby wywalić 100 tyś na pokaz mody,  by walczyć o piedestał sławy z tym co od lat na górze, czy Ci co nie mają kasy na udział w targach, po których zwrot biznesowy odczują po 2 latach, będą chętnie korzystali z tego narzędzia.

Prosty system. My tworzymy warunki niskobudżetowe (do 2015 roku praktycznie nikt za pokaz nie płacił) , marketing oparty o portfolio z pokazu,  budowaną historię dokonań w Gogle i na YT, kontakty z mediami i przedstawicielami innych wydarzeń z zagranicy.  Kilkudziesięciu dzięki nam mogło się pokazać w innych krajach za symboliczny grosz. To ostatnie szczególnie ważne,  bo jeden komercyjny wyjazd na targi do Paryża to koszty minimum 10-12 tyś Euro .

A mimo to….dla branży było i tak źle i tak nie po drodze. Bo i tak zupa za chłodna w VIP roomie (serio!), za dużo dzianiny w kolekcjach , za chłodno ,za ciepło, za mało celebrytów , za dużo celebrytów psujących atmosferę święta.Krytycy prześcigali się w wyszukiwaniu dziury w całym zaglądając nawet za ściany toalet.Część projektantów dała się ponieść tej fali.

Do dziś pamiętam wydęte wargi czołowej polskiej artystki na wieść , że ma być z pokazem w Łodzi  i że nie zapłacimy jej oczekiwanych 40 tyś za show i jej obecnosć  w pokazie,  który sami dla niej sfinansujemy.

Tak tak. Nie wiedzieliście ,że polski top bierze kasę za swoje pokazy jak Rihanna za koncert i z tego żyje?

Wierzyłem w rozsądek i w nową generację.

Część z nich  skorzystała z tej oferty i cieszy fakt , że nie były to jednostki . Tak było.

Dziś tej oferty już nie ma.Koniec.Kropka.

Ten, kto przejmie prowadzenie tego festiwalu mody i  pociągnie to dalej –raczej nie będzie fundował za „free”, wiedząc ,dokąd to prowadzi. Wystarczy jak popatrzy na nas i zobaczy do czego nas to  doprowadziło.  (Pauza? )

Sami mu to podpowiemy , jeśli zechce wysłuchać naszego głosu czy zatrudnić jako ekspertów. Odradzimy mu tę misję zbawiania świata.

Nie warto umierać za idee przynajmniej w tym kraju.

Ale nie rozczulajmy się nad Moda Forte , która właśnie przestaje istnieć po 25 latach i tysiącach wyprodukowanych wystaw i pokazów  setkach sesji foto i gigantycznym dorobku, z którego wyszło wiele znanych nazwisk. Jesteśmy pogodzeni z tym stanem łódzkiej porażki. Może wzięliśmy udział w swoistym serialu przekleństwa Łodzi w której nic na poziomie światowym nie może osiąść (Festiwal Czterech Kultur, Cameraimage,Festiwal Dobrego Smaku ,Fotofestiwal i tak dalej). Życie na Łodzi się nie kończy. To lekcja,  którą boleśnie musimy odrobić.

Ryzyko podjęliśmy na własne życzenie. Nie przewidzieliśmy jednak reakcji branży.

Tak jest po prostu, jeśli robi się coś, co nieprzewidywalne, co wyprzedza czas i stary porządek.

Ci, którzy  teraz mnie oceniają za bufonadę, zarozumialstwo i pewność siebie zrozumieją to za kilka lat. Pozwalam im się pośmiać. Pauza.………………………………………….

PO CO TE SMĘTNE WYNUŻENIA?

Ostatnie miesiące przekonały mnie, że nie jestem odosobniony. Tak się magicznie zadziało, że spotkałem  w ciągu paru miesięcy niezwykłych ludzi, którzy przeżyli znacznie gorsze momenty w swoim życiu    i moje syzyfowe doświadczenia są niczym wobec  ich syzyfowej drogi . I o tym właśnie chcę dziś napisać.

Mam na myśli ludzi z generacji tzw. zbuntowanych naukowców, walczących jak Don Kichot z wiatrakami bezmyślności, niewiedzy, lenistwa tych,  którzy z obowiązku i urzędu powinni ich wspierać.

Ich nieszczęściem było to, że nie chcieli produkować worków na śmieci czy czapek, na czym zarabia się w sposób prosty i nie trzeba mieć nawet 100 IQ ani skończonych studiów specjalistycznych.

Ci naukowcy mieli wizję,  do której brnęli z przekonaniem jej niezwykłego  znaczenia dla ludzkości.Prawdziwi zbawiciele świata.

Jednym z nich jest profesor z Krakowa. Człowiek o kilka lat dłuższym stażu zawodowym niż mój. Jest autorem unikalnej technologii utylizacji odpadów i śmieci. Ze względu na modowy odcień mojego bloga pominę szczegóły o demineralizacji w procesie  pyrolizy i katalizatorach oraz procesach chemicznych,  z których ten patent wynika. Sam nie lubiłem chemii. W prostym przekazie chodzi o to, że facet znalazł metodę, dzięki której  z jednej strony wrzucamy tonę śmieci  bez jakiejkolwiek segregacji,  a z drugiej wypada  mała kupka minerałów, których można użyć do użyźniania gleby lub budowy dróg, plus  wylewa nam się 700 litrów czystej chemicznie wody plus ulatnia troszkę CO2 na poziomie emisji wielokrotnie mniejszej niż w typowych spalarniach. Kto dziś nie potrzebuje wody lub minerałów? Pomyślcie o zaśmieconej i pustynnej Afryce….

Czy mam tłumaczyć więcej? Nie ma popiołu, syfu, który się nie rozkłada, nie ma emisji szkodliwych gazów, nie ma odpadów które trzeba zakopać kilometr pod ziemią,nie ma prawie nic. Magiczne.

Niby oczywiste, że  skoro tak jest,  to powinno być już od 20 lat w każdym większym mieście i niejednej wsi. Aha…. Il Professore (tak go nazywamy) opracował nawet utylizatornie na kołach, mobilne  jak małe krematoria  jeżdżące od wsi do wsi, by megalomańscy wójtowie nie zadłużali gminy na oczyszczalnie za setki milionów.

Cudowne. Czemu więc nie działa? Powinno wszak być bardziej popularne niż kino 3D.

Il Professore powinien jak Elon Reeve Musk  co tydzień być w głównym wydaniu dzienników TV i latać na konferencje swoim  Jetem. Ale tak nie jest.

I wiecie co?  W tym kraju nie będzie.

Odbił się facet od setek drzwi. Nawet Narodowe Centrum Badań i Rozwoju czyli NCBiR *(patrz przypisy)  nie dostrzegło nic w jego wynalazku,   mimo że  w Chinach powstało już kilkaset instalacji w oparci o jego pomysł, a skandynawska firma, która kupiła kiedyś prawa do patentu, jest od lat gigantem w tej dziedzinie. Zarabiają setki milionów i klepią profesora po plecach dziękując za życiowy prezent jaki im sprawił. Nikt się tym nie fascynuje w kraju nadwiślańskim mimo , że w kolejce po kolejne patenty stoją Amerykanie, Słowacy, ..

Bo to Polska właśnie.

Bo ktoś musiał przed urlopem inne pierdoły załatwić i spuścił naukowca,bo koledzy eksperci zazdrośni o sukces uznali , że oszołom i że to niemożliwe. Bo firmy, które mają monopol na unijne dotacje, wykorzystują tego człowieka tylko po to, by wyciągnąć dotację, nie martwiąc się, co dalej z samym pomysłem. Bo jakiś Mostostal z wybrzeża zaliczył upadłość dzięki kreatywnej księgowości a jego paru prezesów dało dyla z kwotą ponad 100 mln zł i siedzą gdzieś w Ameryce Środkowej. Zostawili  Il Professore z problemem niezapłaconej faktury na 3 mln zł za budowę instalacji,  za którą wyciągnęli z UE kilka razy więcej . Zostawili go z podatkiem od tej faktury na  500 tys  VAT , za którą ściga go Urząd Skarbowy.

Wynalazca zamiast wymyślać coś nowego , od paru lat negocjuje z podwykonawcami , którym z kolei on nie zapłacił. To on jest ten zły w opinii większości. Nie ci, co spierdolili sprawę i siedzą na Kajmanach. No Ok. Podobno paru maruderów siedzi w polskich zakładach karnych, bo nie zdążyli spakować walizek i szybko kupić biletu. Zbyt byli pazerni w tej ucieczce chcąc jak najwięcej wywieźć. Ale jak wyjdą za rok, to wykopią w lesie kasetki z tymi milionami, które podzielili. Niejeden z Was poszedłby do pierdla na 2 lata w zamian za 10-20 mln. A  Professore 10 lat będzie użerał się z komornikami.

Bo to Polska właśnie.

Kiedy spotkałem profesora , powiedział zdanie,  które dźwięczy mi w głowie do dziś.

„Panie Jacku, kocham ten kraj,  ale nienawidzę tu ludzi. Wyjeżdżam do Meksyku, USA, Brazylii i jest normalnie. Wracam z tęsknoty po jakimś czasie do kraju i dostaję w ryj na dzień dobry.”

Obruszyłem się, póki mi nie opowiedział nieco więcej o swojej historii.

To scenariusz na film kryminalny, przy którym 007 blednie.

Służby specjalne, byli SB-cy, sędziowie, notariusze, biznesmani z czołówki listy Forbes (jeden z nich niedawno pod płaszczykiem jego technologii podpisał umowę na kwotę z ósemką zer choć nie ma do ani 1 % praw do patentu) , mafia urzędnicza, politycy itp. A na dodatek  w bliskim  otoczeniu naukowca  nie tylko urzędnicy i politycy ale też przeokrutny syf ludzki działający w oparciu o narodową  ideę :

„W łeb każdemu kto się wychyla”….

Dziś moim zdaniem potrzebna jest profesorowi długa terapia, aby jeszcze raz zechciał i uwierzył.  Ma na koncie dziesiątki rewolucyjnych patentów,  czym nie może się pochwalić większość instytutów w kraju produkujących pomysły „na półkę” byle pensja była.

Czy rozumiecie,  jak cierpi człowiek,  który opracował coś, co może oczyścić glob, uratować świat  od rosnącej zagłady zanieczyszczeń,  ale nikt go nie rozumie i nikt nie wyciąga ręki? Powinien obciąć sobie ucho na znak protestu. Tylko kto zauważy?

Van Gogh cierpiał podobnie umierając w niezrozumieniu , ale tamten świat miał więcej powodów nierozumienia. Przecież obrazu nie wkłada się do michy ani nie pali nim w piecu. (Podobno Rosjanie zdobywszy Zamek Książ –palili zabytkami, ale oni zawsze coś od czapy zrobią).

Tutaj porażające jest, jak ludzie mający władzę i świadomość, że szkodzą milionom innych dla własnej potrzeby zysku albo z lenistwa wynikającego  z przywiązania do intratnego stołka, który objęli, bo wujek prezydentem jest…popełniają straszliwy gwałt na emocjonalnym stanie twórczym wynalazcy. Zaniechanie na szczeblu władzy to kurewstwo tego świata.

Grzech, który karałbym na równi  z morderstwem. Od parkingowego po premiera.

Czy Profesor jest jedyny? Nie. Podobno to plaga.Wyjaśnia czemu jesteśmy w ogonie wdrożeń technologii w skali wszystkich krajów europejskich. Nie czarujmy się Marią Curie Skłodowską czy matematykami od Enigmy. Dziś my Polacy nie wymyślamy światu prawie nic.

Czterech naukowców Politechniki Łódzkiej, którzy potrafią zamienić górę plastikowych butelek (ich rozkład trwa  jak wiecie setki lat ) na najbardziej wytrzymały materiał , który może zastąpić podkłady kolejowe czy materiały budowlane, opowiedziało mi dokładnie ten sam scenariusz jak u profesora.

Potem spotkałem kolejnego wynalazcę i znowu ta sama kalka życia.

Nie wierzcie w domy ze szkła i elektryczny świat samochodów ,żaden program narodowy, to tylko głoszone pompatyczne programy rządowe. To tylko hasła, po ,których paru zaradnych już knuje jak wyjąć po kilka milionów z  dotacji. Jak ktoś przekonuje  hasłami ,że dla Waszego dobra wydano kolejne 200 mln,  to niech Wam się lampka zapali, że gdzieś było potrzebne i  powędrowało 10-30% tej sumy  a szczytny cel ,który Wam wmówiono był parasolem.  Nie wierzcie w empatię i misję urzędasów.Są oczywiście wyjątki,sam znam paru  ale to kropla w morzu. Większość przypadków jakie znam to bezrefleksyjni realizatorzy politycznej misji (czytaj interesu jednego z przywódców) lub kręcący samodzielne lody aby 4 kolejne pokolenia jego rodziny miały zapewniony byt,albo inni mający prywatne swoje cele.

Aby wykonać zadanie są gotowi zatłuc wroga i  poświęcą  innych niezależnie jak duża to będzie masa ludzi.

Nie chcę się żalić, ale mam dobry przykład u siebie. Nasz problem zaczął się od tego, że 12 lat temu pozwałem  w słusznej sprawie do sądu córkę przyszłego radnego z Łodzi. Facet do porachunków ze mną wynajął wtedy gangsterów z łódzkiego Górniaka na którym sam miał jakiś lokalny biznesik. Wystraszyli mnie wtedy to fakt. Ale zaradny radny po latach wybrał lepsze narzędzie do kontynuacji zemsty. Wszechwładzę urzędnika.Po latach stanął na czele komisji promocji rozliczającej łódzki Fashion Week. Od 2 lat walczymy więc z górą problemów, które pojawiły się dość nieoczekiwanie. Już o tym pisałem (**).

Na zewnątrz dla wielu wokoło jesteśmy debilami , oszołomami , którzy nie poradzili sobie z projektem i finansami lub w opinii innych spryciarzami , którzy zakopali majątek w ogrodzie i za chwilę kupią willę w Toscanii. Znam te ploty. Chciałbym się pośmiać ale nie mogę.Trudno mi dziś wyjaśnić , że dla tego projektu mimo wszystko cokolwiek się mówi wsadziliśmy mnóstwo pracy,wysiłku i zdrowia  by tak się nie stało jak się stało. Zderzyliśmy się ze ścianą. Chwilowo leczymy wstrząs . Jak się otrząśniemy i pozbieramy to wyczyścimy sprawy z tymi ,którzy mogą dziś powiedzieć , że też się czują z nami wydymani a nasze problemy choćby z miastem Łódź ,które w ocenie eksperta z Wydz Zarządzania UŁ jest nam winne parę mln zł ich nie obchodzą.

By jednak nie popaść w depresję i nie szukać współczucia bo mi ono na nic,  napiszę coś optymistycznego.

Cudownie, że gdzie na świecie pozwala się  rozwijać projektom łamiącym  stary porządek. Szczęśliwie ,że nie podłożono haka Tesli. Cudownie , że projekty tej firmy nie wpadły na dno szuflady korporacji chroniących archaiczne i średniowieczne  biznesy. Mam nadzieję,  że podobne pomysły w tym stuleciu rozbiją w pył  korporacje i mafie biznesowe,  które dla korzyści pomnażania swego majątku mają w dupie miliony innych ludzi eksploatowanych po cichu w sposób niemal niezauważony. takie powolne podtruwanie.Mam na myśli wyzysk  płacących im co miesiąc za prąd, za paliwo do aut, za leki z opakowaniami wielkości pudełka na perfumy  w których są 4 tabletki, za ogrzewanie  czy za ubrania, za które przepłacają wielokrotnie . Hańba  to dla polityków sprzedających swe narody będąc u szczytu władzy. Hańbą jest choćby  woda w restauracji podawana w butelkach i sprzedawana za równowartość 1 roboczogodziny. Woda, która jest naszym wspólnym dobrem i własnością w butelce za 20 zł? Nikogo nie razi ? . Liczyliście, jaka to kasa, którą płacimy co dzień?Policzcie.

To nie sukienka Zienia, którą kupuje jeden na 100 tyś obywateli raz w swoim życiu, kiedy córka wychodzi za mąż. Takie szaleństwa są akurat słodkie.  Mam na myśli codzienny haracz. Te wszystkie koszty,  które ponosimy codziennie ,  a których nie musielibyśmy ponosić.  Myśleliście,  czemu niektórzy z Was na paliwo oddają 1/5 swoich zarobków,  które po 5 latach przekroczą sumą wartość nowego samochodu? Albo  czemu za prąd i ogrzewanie płacicie w całym życiu  więcej niż kosztuje mieszkanie? Wiecie że słońce dziennie emituje więcej energii niż potrzebujemy w rok? Jesteście w tym kieracie bez refleksji , dlaczego tak musi być? To tylko Matrix tak nam wmówił: że musi być drogi opał, benzyna, drogie rozmowy telefoniczne, internet, oprogramowanie do kompa, witaminy, że tylko Orlen, tylko H/M czy tylko pieprzona chemiczna multiwitamina w proszku ,którą zaraz wysikacie do klozetu. Zapala Wam się lampka? Jeśli nie,  to nie ma sprawy.

Wiem , że pewnych celów nie osiągnę w tym wcieleniu,  bo dziś niewielu chce mnie wysłuchać i wielu nie chce wiedzieć.

Po co więc ta mitręga? Bo może ktoś po przeczytaniu tego już wie i ciągnie to dalej….

P.S. Dzięki Kwejku  za tę grafikę.Jak znalazł na dziś.

*Misją NCBR jest wsparcie polskich jednostek naukowych oraz przedsiębiorstw w rozwijaniu ich zdolności do tworzenia i wykorzystywania rozwiązań opartych na wynikach badań naukowych w celu nadania impulsu rozwojowego gospodarce i z korzyścią dla społeczeństwa.(zaczerpnięte z Wikipedii)

**  https://jacekklak.wordpress.com/2016/04/25/al-capone-i-fashionweek/

34dae4c67e5d251fd677561137d3d150

Moda Polska-czyli pamiętnik znaleziony w gruzach cz.1

3345663592_992335b60a_o

Dedykują tę historię  tym wszystkim, którzy mylnie początki polskiej mody w kraju liczą od pierwszego pokazu Gosi Baczyńskiej co miało miejsce zaledwie jakieś 15 lat temu  a tymczasem…

Był rok 1963. Czasy kiedy w zakładach produkcyjnych w Polsce posiadających kołchozowe idiotyczne  nazwy (najczęściej typu „Zakłady Produkcji Konfekcji Damskiej numer 3 imienia Emilii Platter  w Bździnowie Górnym”) panował utopijny socjalizm z zasady traktujący wszystkich równo do bólu w tym ubiór zwłaszcza. Mało było tu miejsca na indywidualność, elitarność czy ekskluzywność jakimi karmił się świat mody. Smutne czasy siermięgi i równości (odrealnione jak  hasła ”Kobiety na traktory”) w których ideowo należało dawać wszystkim po równo ścierały się z faktycznymi pragnieniami  Polek .

W takim środowisku z inicjatywy ministra Lesza powstawała Moda Polska. Na tle masy komunistycznych kołchozów szyjących odzież robotniczo- chłopską  była czymś wyjątkowym charyzmatycznym. W dużej mierze dzięki zbiegowi okoliczności, niezwykłych ludzi oraz  niezwykłej jak na tamte osobie jaką była  główna projektantka Jadwiga Grabowska zwana wkrótce  polską carycą mody.

Niezwykły był też jej szef -Zbigniew Olszewski , odporny na indoktrynacje partyjnych władz , wspierany po cichu dzięki aprobacie żon czerwonych notabli. Miał też przychylnego ministra jakim był wspomniany towarzysz Lesz.

Ówczesny dyrektor Mody Polskiej ,który na żywym organizmie firmy produkującej ubrania dla kobiet eksperymentował socjalistyczne realia kapitalistycznej zgnilizny jaką była moda  stał się autorem niecodziennego historycznego zdarzenia. Poszło o kwestie wyceny znikających zbyt szybko z salonów kolekcji. Moda Polska sprowadziła właśnie sztuczne futra które w różny i atrakcyjny sposób włączyła do gamy swoich kolekcji. To był hit. Dyrektora zaskoczyło tempo wykupywania tychże z salonu firmowego w skali do tej pory nie spotykanej. Co więcej, te same produkty pojawiały się chwilę potem na warszawskim Rembertowie z dwu, trzykrotnie wyższą ceną sprzedawane przez „zaradnych” umiejętnie wyrównujących   podaż i popyt. Gdzie był więc problem? W czasach socjalistycznego planowania każdy produkt miał wartość wyliczaną wg tabel i norm. Składały się na to cena surowca, cena wytworzenia, koszty ogólne i marża-to ostatnia raczej nie mogła być zbyt duża. Podnoszenie jej wg uznania byłoby poczytane jako spekulacja i atak w socjalistyczną równość  co groziło publicznym napiętnowaniem prezesa i jego dyrektorów. Co tam wartość marki! To nie czasy H/M gdzie produkt kupiony w Bangladeszu i opatrzony metką z nazwiskiem znanego projektanta (Kenzo) choć nie mający nic wspólnego z samym Panem Kenzo  można sprzedawać z marżą kilkusetprocentową i więcej. Nic z tego.

Dyrektor Olszewski widząc bezsens  sprzedaży na której najwięcej zarabiali inni zawezwał do siebie głównego księgowego i nakazał podniesienie cen. Ten zdziwiony tłumaczył ,że nie ma wskaźników ani parametrów więc tym samym powodów do takiej operacji. Szef na to ,że nic go to nie obchodzi.

Towar znika w dobę ze sklepów Mody Polskiej i jest za chwilę na bazarze-argumentował. Trzeba podnieść cenę!

No to o jaki wskaźnik? –pytał księgowy. Szef spojrzał na biuro i stojący na nim aparat telefonu. Pod tarczą do wykręcania numerów była  fiszka z numerem jego telefonu.

Dopisz Pan do ceny numer mojego telefonu-rzucił bez namysłu.

Tak też zrobiono. Ceny poszybowały w górę zwiększone o wartość równą liczbie  numeru do  prezesa. Towar i tak znikał z półek nikt nie analizował pojawienia się nowego wskaźnika kosztów…. I  właśnie mamy tu  opisaną historię, która chyba stanowi kamień milowy w ewolucji  polskiej mody na przykładzie to którym mam nadzieję w prosty sposób wyjaśniłem na czym polega siła marki modowej.

No to drodzy projektanci jaki jest Wasz numer telefonu?

 

Czasy Tesli

13624539_10209713671220826_2062222871_n

Nie będzie wiele o modzie.

Dziś będzie o krzywej paraboli zmian zapi******jącej  do przodu cywilizacji .

Jako dziecko naiwnie myślałem, że świat jest  na tyle niezmienny by spokojnie siać, podlewać,pielęgnować i patrzeć jak rośnie. Trudno się dziwić skoro wychowywałem się w czasach komunistycznej niezmienności. Lekarz był lekarzem, architekt architektem, malarz malarzem a górnik pozostawał do końca życia górnikiem. Potem syn architekta zostawał architektem, mieszkaniec Śląska górnikiem i tak dalej…. Niezatrudnionego nazywano „Niebieskim ptakiem” pałowano jak trzeba i wysyłano do pracy przymusowej w kopalni w Nowej Rudzie lub do ekipy karetki w pogotowiu ratunkowym. Przynajmniej można było rokować  swego rodzaju constans zawodowy w przedziale czasowym jednego pokolenia. Ale świat pokazał swojego środkowego palca  i wyemitował  zdarzenia, które wyjaśniły mi jego własne zasady. Jeden czy drugi  kapryśny ruch zamiatał istniejący stabilny (nie zawsze dobry) system. Upadek komunizmu dla wielu był jak ponowne narodziny albo dla innych  śmierć. Jednych obalił, innych wyniósł. Kierowniczki spożywczych czy Pewexów z dnia na dzień przestawały być królowymi życia. Wpadały w depresję musząc się uśmiechać do klientów którzy wczoraj całowali je w tyłek aby cokolwiek chciały im sprzedać. Setki podobnych przykładów mogę mnożyć. Był 1989.

Nowe pokolenie nieskażonego socjalistyczną ekonomią wchodziło właśnie na rynek. Ja też. Założyłem swoją firmę miesiąc po opublikowaniu ustawy Wilczka pozwalającej na działalność gospodarczą. To był mój warunek  poczucia wolności. Rok 1989 –piszę to po raz pierwszy, zdecydował ,że pozostałem w kraju i nie mieszkam gdzieś za oceanem. O jakiż byłem naiwny wierząc w ten kapitalistyczny sen i wchodząc w bigamiczny związek z Fiskusem i ZUS. Zostałem w tym małżeństwie oskalpowany jak amerykański aktor po 3 rozwodach.  Ale nie o tych czasach chciałem. Tamta historia wymagałaby dłuższego bajdurzenia.

Rok 1989 był niezwykłym, ale czas pokazał ,ze było to  zaledwie  preludium do zmian i to nie tylko politycznych. Sam mocno tego doświadczałem na własnej skórze. Nasza Moda Forte miała się dobrze na początku lat 90 tych , bo szybko odnalazła się w kapitalistycznych realiach i w 1995 r byliśmy w pierwszej 50 tce najwyżej notowanych agencji reklamowych w kraju. W drugiej dekadzie lat 90-tych niemal co druga reklama emitowana w TV była z udziałem naszych ludzi bo obsadzaliśmy większość castingów do reklam w kraju (w ciągu roku było to kilkaset  kontraktów z samym tylko Opus Film czy warszawskimi domami produkcyjnymi) . Stworzyliśmy jedną z pierwszych agencji modelek w tym samym czasie co Eastern Models i Model Plus. Robiliśmy  setki pokazów mody, sesji zdjęciowych i drukowaliśmy tony katalogów dla niezaspokojonych reklamowo polskich firm modowych żądnych wreszcie uczciwej reklamy. W portfelu firm które obsługiwaliśmy były; Vistula S.A. Próchnik S.A., Magnum Maloa,Atlantic,  Jean Jack, Jean Claire, But-S, Pabia Moden, Cora Garwolin, Warmia S.A., Dom Mody Telimena, największy wówczas w kraju Markit, Pawo, Bytom, Atlantic , Modesta (ta firma od Pani prezydentowej) Olimpia, i jakieś 100 innych .Nie nadążaliśmy za potrzebami zupełnie nie martwiąc się o promocję naszej firmy. Klienci polecali nas sobie nawzajem. Pracowaliśmy non stop ale szczęśliwi ,że budujemy nowe wartości w nadal mentalnie komunistycznym kraju. Trochę to było usypiające. Powoli następowała zmiana trendu. Czarny poniedziałek w Rosji i dewaluacja rubla w 1998 roku wymiotła z rynku  w parę miesięcy 50% polskich firm odzieżowych ,które od czasów przekształcenia systemu dzielnie walczyły o przetrwanie. Wcześniej każdego roku rosnące galerie handlowe z gotowym portfelem europejskich marek osłabiały polski przemysł modowy jak trutka dolewana codziennie do zupy. Straciliśmy w Moda Forte trzech największych klientów w ciągu jednego miesiąca. Zaczął się proces kruszenia znanych polskich marek odzieżowych (Delia, Cora Garwolin, Pabia Moden-Pierre Cardin ,Telimena,Markit ).Problemy dopadły giełdowego Próchnika, Wólczankę… Większość firm przetrwała głównie poprzez drastyczne cięcia wydatków w tym na reklamę i szaloną niekiedy redukcję zatrudnienia (Markit wówczas miał 6 fabryk i 2000 ludzi) .

Zaczęło pękać. Firmy wycofywały się z planów rozwoju, traciły butiki, ograniczały pokazy i obcinały budżety na sesje foto,których robiliśmy wcześniej dziesiątki. Przyszły kolejne trzęsienia ziemi tym razem będących efektem cywilizacyjnego skoku jaki dokonuje się do dziś. Następowała cyfryzacja wszystkiego i na każdym szczeblu życia  od telefonii ,internetu po usługi codzienne i  specjalistyczne. Były dobre i złe strony tej ewolucji. Wielu moich kolegów fotografików  straciło na przestrzeni paru lat swój stabilny fach i rynek klientów. Latami studiowali fotografię by na koniec przegrać wojnę cenową z nabywcami cyfrówek. Klienci nie znali się na fotografii ale umieli liczyć kasę.Następowało kurwienie czegoś co miało profesjonalny warsztat (bo nie trzeba żadnej wiedzy aby zrobić „nibyzdjęcie”). Czegoś bronię? Nie. Wyjaśniam tylko. Wcześniej potrzebna była wiedza o przesłonie, czułości filmu, ogniskowej, czasie ekspozycji a nawet o nawijaniu filmu do magazynka . Każda klatka filmu była cenna ,wymagała przemyślenia bo  kosztowała konkretną kasę. Nikt nie robił dziesiątek próbnych zdjęć bo nie było go na to stać. Kadr się szanowało .Efekt końcowy  oglądało się 2 dni po sesji po wywołaniu filmów i jak ktoś się „rypnął” z przesłoną lub czułością filmu choćby o skrawek to praca całego dnia szła do kosza. Amatorzy odpadali finansowo.

I wtedy pojawiły się  cyfrówki wieszcząc  schyłek epoki analogowej fotografii i druku.

Miałem kumpli w studio które zajmowało się skanowaniem zdjęć i naświetlaniem do druku. Zainwestowali w sprzęt kilkaset tysięcy złotych. Skaner bębnowy Crossfielda jeśli to coś komuś mówi to był Bentley na rynku. Cyfryzacja wyrzuciła ich w rok za burtę. Stali się nagle niepotrzebni z drogocennym sprzętem wartym tyle co wazon na parapecie.

Pamiętacie analogowe laboratoria fotografii które robiły odbitki z klisz? Ludzie brali je w leasingi lub na bankowe pożyczki. Agfa, Fuji, wciskały im ten sprzęt na super warunkach wiedząc ze za chwile stanie się kupą złomu nic nie wartego. Takich sytuacji mogę mnożyć dziesiątki. Nie piszę dziś aby opowiadać 26 letnią historię Moda Forte czy historię mojej branży. Chodzi o proces zmian ,które doprowadzają  dziś ludzi w różne zaułki. Jak się bronić? Trudne pytanie. Być czujnym na zmiany , nie planować niczego na wieki i mieć w ręku kilka pomysłów na życie z poczuciem ,że każdy pomysł najbardziej udany ma kiedyś swoją śmierć. Żyjemy w stresie niewiedzy tego co się jutro stanie. Jak odpornym trzeba być wykonując zawód zależny od tych zmian? Właśnie.Czy komuś zależy aby ludzie żyli w lęku? Trzeba mieć kręgosłup i twardą d**** by to znosić.

Zazdroszczę ludziom średniowiecza.

Dziś mamy zapierdalającą hiperbolę zmian. Niektórzy odpuszczają. Architekt otwiera knajpy, prowadzi hostel  albo robi targi stomatologiczne, projektant  ubrań sprzedaje lampy, a inżynier włókiennik jest fryzjerem. To tylko przypadki z mojego otoczenia. Żaden wiek nie miał  takiego tempa zmian jak teraz. To już nie są zmiany w obrębie jednego pokolenia ale w obrębie dekady , jednej kadencji albo i roku. Cywilizacja daje i odbiera. Harmonia w dawaniu i braniu nieustannie jest zakłócona. Stres wzbudzony w wyniku ciągłych  zmian niszczy nasze zdrowie.Mam takie wrażenie ,że najspokojniejszym  zawodem staje się praca  polityka albo  urzędnika. Ci niezmiennie od 25 lat na swoich pozycjach bez lęku o jutro.Może dlatego mają tak często jak to się mawia „wywalone na wszystko”.

Czemu to piszę? Nie po to by wzbudzać współczucie z tytułu pędzących zmian.Nauczyłem się ,że nie ma rzeczy wiecznych i jak mawiał Rafał Bauer : „Bez planu B nie wstaję z łóżka”.

Myślę o ryzyku zmian w skali globalnej. O tym czym się jarają politycy czyli tzw innowacjami które niosą ryzyko zarówno inwestora jak i konkurencji. Myślę też o odpowiedzialności za te zmiany.

Mając w ręku coś co może wywrócić świat do góry nogami można mieć dylematy czy to robić czy nie- znając koszty uboczne jakie może to przynieść. To jakby mieć wiedzę na temat rozszczepienia atomów i wiedzieć ,że jednym pomoże a drugich zabije. A z drugiej strony mając wiedzę nie sposób jej nie udostępniać.Czy zastąpienie nośników energii(prąd, ropa,benzyna,gaz)  za które wszyscy płacimy codziennie czymś co nic nie kosztuje i jest ogólnie dostępne zbawi czy zburzy ten Świat?

Czy świat jest gotowy na wynalazki „Geista” lub Tesli? Ja jestem .

Kac,ból głowy i Vogue na koniec

Tak.

Upiłem się i  zwymiotowałem modą. Właściwie  to wymiotowałem nią od paru sezonów ale ukradkiem w nocy na trawniku, w klomby aby nikt nie widział- jak anonimowy alkoholik. Ale dziś przyłapany na jeździe na bani zwanej „polską modą”  puszczam pawia na kierownicę i zegary samochodu który pędził ze mną od paru lat.

Spoko. Nie znienawidzę tego trunku na zawsze, ale przez chwilę muszę na niego popatrzeć przez szybę w barku i nie dotykać. Dystans i woda mineralna na pusty żołądek.  Uzależnionym się jest mimo abstynencji tak czy inaczej -więc niech się niektórzy nie cieszą ,że ot już, zrezygnował i się poddał. Nie…

Moda stała się częścią mego życia mimo ,że wszystkie drogi wskazywały iż będę architektem  albo radiowcem albo…… Architektem zostałem ale zupełnie innego projektu . Tak tak.Nieskromnie piszę , ale mam w dupie skromność dzisiaj. Zaprojektowałem i zbudowałem z Irminą (też budowlaniec z wykształcenia) modelowy Fashion Week. Na pustyni, na suchym gruncie, w kraju w którym nic nie było podobnego od przedwojnia.Można pisać jaki będzie cudny Mercedes Fashion Week na jesieni choć rok temu był porażką po której popełniłbym harakiri. Cokolwiek napisze jakiś zapyziały hejter- to nikt nie zrobił do dziś nic na właściwym poziomie poza nami, w skrajnych warunkach finansowych i kleszczach umowy z miastem skupionej na promocji Łodzi a nie na samej imprezie. Robiliśmy to z pasji.

Ale o modzie nie marzyłem kiedyś.Mody się nie spodziewałem. Przyszła jak rock n roll. Zawładnęła  mną ..

Wyssała ze mnie prawie wszystko. Zachowała się jak w „Fatalnym  zauroczeniu”.  Uwiodła i  zaczarowała,  zjadła plany , potem wchłonęła entuzjazm, podziw,  energię, pożarła wszystko co posiadałem: dom,  dobre samochody, wakacje czas dla rodziny i na koniec wielu przyjaciół. Ktoś powie: „Bo to zła kobieta była…..”

Nie, nie była zła. Niebezpieczna była. To właściwe słowo. Nieprzewidywalna ! Najeżona ostracyzmem, wrogim środowiskiem ,które nienawidzi sukcesu u innych i  ma się za eksperta od wszystkiego w modzie. Cały mój blog od początku czyli od 3 lat,sprowadzał się do jednego. Chęci przekazania jak najwięcej wiedzy tak trudno zdobywanej . Raziło to innych wszewchwiedzących i poczytywane było  za pychę.Przecież mamy tylu specjlaistów od pokazów mody:)  Kiedy czytam jednak , że kogoś interesuje tylko dlaczego przez 3 godziny nie działała strona fashionweek.pl ……dopiszcie sobie sami co myślę.

Moda to tygiel wszystkich żywiołów. Ludzie są w niej albo wspaniali albo źli ,ale rzadko nijacy i bierni. Pełna paleta ludzkich cech jakich nie koniecznie chcemy w swoim otoczeniu. Umieć  wśród nich przebywać to prawdziwa sztuka. Dziś znam wreszcie wszystkie smaki serwowanych drinków i  czuję się  jak stary sommelier. Wiem po ilu kieliszkach co się wydarzy.

A co się wydarzy? Czytajcie miedzy wierszami cierpliwie a się doszukacie. My robimy swoje.Za parę dni uchylę barek, naleję szklaneczkę i znów poddam się uwodzicielskiej sile tej niecnej Pani. Wrócimy do siebie bogatsi o nowe doświadczenia. Może z czasem uda nam się nowy romans ,choć po cichu knuję poskromienie  tej złośnicy lub sprzedanie w jasyr.

Wszystko wymaga czasu, cierpliwości …..

Ale od dziś na blogu będzie o modzie jak najmniej. Nie chcę się nią udusić przy kolejnych retorsjach.

P.S. Właśnie pojawiła się  relacja z ostatniej edycji Fashion Week na Vogue Italia. Ale kogo to k***a w tym kraju obchodzi? Przecież nie napisali o hali Expo  tylko o modzie na której się większość pseudosepcjalistożurnalistów  nie zna.

http://www.vogue.it/vogue-talents/news/2016/05/18/la-14ma-edizione-fashionphilosophy-fashion-week-poland/

 

13096089_1285803748113818_2425396197121214972_n

Nudny ale prawdziwy tekst.

cover photo-01

Kasia Sokołowska miała takie zabawne powiedzenie ,które rzucała czasami w restauracji: „Niesmacznie ale za to drogo”. Kiedy robiliśmy z nią pokazy w Jekaterynburgu na wystawie „Teraz Polska „to powiedzenie było adekwatne do wszystkiego czego tam zaznaliśmy. Wybiegu ,modelek, jedzenia, hoteli, i błotka po kostki na ulicach.

Ja dziś  o naszym Fashion Week  inaczej : ” nudno ale za to szczerze i uczciwie”.

Muszę ,no muszę napisać coś w odpowiedzi tym ,którzy zwłaszcza w ostatnich dniach uważają ,że tak wielce skrzywdziliśmy branżę mody i tyle jej narobiliśmy szkody.  Poniżyliśmy podobno branżę widokiem panów komorników ,którzy z nakazem wobec innej firmy niż ta która realizowała Fashion Week skutecznie niemal próbowali rozwalić to modowe święto. Niczego nie zajęli,niczego nie wynieśli nic nie ugrali poza paniką, plotką ,sensacją i mięchem dla ustawionych paparazzi. Okupowali 4 dni teren z którego powinniśmy ich wyprowadzić w eskorcie ochrony ale mamy inną klasę niż Ci którzy inspirowali tę akcję…..

Szukam w tym zdarzeniu wszystkim komunikatu i symbolu. Może dostajemy sygnał który dawno powinniśmy odczytać ,że albo za wcześnie z tym Fashion Week albo miejsce nie to albo może zupełnie inaczej i na innych zasadach?

Zadziwię Was ale dobrze się stało. To był moment testu ,prawdy i prawdziwych przyjaciół w permanentnie chorych warunkach .Zbyt dużo udręki w tej pracy było w ostatnich sezonach. I ten konflikt wiedzy i niewiedzy. Może czas mieć to wszystko w dupie i już niczego nie tłumaczyć a jeśli już bronić to pisząc i  mówiąc swoje w oparciu tylko o fakty bo one zawsze się bronią.

Po co więc ten cały  Fashion Week? Komu potrzebny? Nam? Jak widać dla siebie tego nie robiliśmy.Nie dorobiliśmy się niczego prócz problemów ,wrogów kłopotów z płatnościami i kredytów.Przed 2009 rokiem nie wiedziałem co to kredyt….

Czym byłoby to kilkudniowe święto mody, gdyby jego najważniejszą rolą nie było promowanie polskich projektantów ? Jakaż jest misja,która przyświeca nam od samego początku – od pierwszej edycji, a nawet od pierwszego pomysłu, aby stworzyć polski tydzień mody.

Poszliśmy za marzeniami. Wiedzieliśmy jak i chcieliśmy to zrobić w Polsce.

Celem była  realizacja takiego tygodnia mody  , aby polscy projektanci – debiutujący i Ci bardziej doświadczeni – mogli zostać zauważeni w świecie i zaproszeni do współpracy przez organizatorów największych modowych imprez .Wielokrotnie pisałem na tym blogu ,że bardzo wierzę w polski potencjał. Nie łudźmy się. Nikt nie znał Zienia, Baczyńskiej, Wolińskiego do 2009 w szeroko rozumianym świecie mody.jak powiedział Marcellous Lee Jones przed 2009 rokiem nikt nie znał ani jednego nazwiska z Polski – zmienić to ,to było dla nas  wyzwanie. Wyżej wymienieni nie specjalnie zabiegali o względy światowej opinii skupiając się na lokalnej „Grze o tron”.

Ale mieliśmy z Irminą wiedzę i przekonanie , że pod spodem tej pływającej góry lodowej jest znacznie większy potencjał. Znaliśmy go z konkursów Złotej Nitki choćby. Polski rynek to jedno, ale zagranica to była otwarta przestrzeń.Potrzebny więc był Fashion Week jako tuba dla promocji zagranicznej.

Aby tak się stało, gośćmi FashionPhilosophy Fashion Week przedstawiciele mediów modowych z całego świata (przybyło ich w ciągu 7 lat ponad 250 ciu ,wielu regularnie ) choć nigdy nie było to przedmiotem umowy z miastem.Dziwne-prawda? Liczono nam skrupulatnie plakaty na płotach czy bilboardy czy się zgadza ich ilość z umową i karano jak brakło kilku sztuk albo kiedy kampania AMS spóźniła się 2 dni (co było zamierzone! sic!!!) ale nikt nas nie rozliczał z jakości mediów zagranicznych ani też nie wynagradzał kiedy przyjechało ich prawie stu w 2014. Robiliśmy to dla interesu społecznego, Łodzi i projektantów ,nie sponsorów czy urzędników z miasta. Pracowaliśmy nad tym całe miesiące dla polskich projektantów choć za koszty z tym związane ekipa Fashion Week mogłaby się bawić miesiąc na Majorce po każdej edycji.  Cwaniak za którego mnie wielu uważa zrobiłby tak aby jak najmniej wydać . Nas  zaczarowała misja.

Irytujące  jest więc stwierdzenie w ostatnim artykule na Fashion Post ,że przybywali tu zapomniani styliści z Włoch . Och jakież to  słabiutkie ..Ileż w tym tekście o rzekomej śmierci Fashion Week  powierzchowności i niewiedzy wyszło… W głębi duszy liczę na korektę ze strony skądinąd ambitnej redakcji. Chętnie pomogę wyciągając sto czterdzieści osiem argumentów na stół.

Je suis FashionPhilosophy. Trudno więc nas winić o emocje  kiedy dopada nas niesprawiedliwość tych od których oczekujemy rzetelnej wiedzy i analizy.

.Jak to więc było z tą promocją ?

Już w pierwszej edycji przybyły do nas showroomy z Tokyo i Paryża . „Za wcześnie oj za wcześnie „jak powiedział mi szef showroomu Romeo z Francji. Showroom z Japonii nigdy do nas nie wrócił zgorszony potraktowaniem ich przez samych projektantów. Nie winimy ich. Pierwsze ich wizyty były falstartem albowiem nasz rynek zupełnie nie był gotowy do rozmów handlowych i nie posiadał ŻADNEJ OFERTY ale sytuacja zmieniała się na lepsze z edycji na edycję. Ktoś kto mówi że ostatnia edycja była najsłabsza powinien zająć się pisaniem o ziołach które bierze.To była najlepsza edycja znakomitych kolekcji. Jeśli pamiętacie opinie o rzekomych dresach na wybiegu czy kolekcjach szytych przez wszystkich  z tkanin kupionych w tej samej hurtowni z czym się spotykaliśmy jakieś 5 lat temu-to ta edycja pokazała proces ewolucji polskiego designu. Ślepy tego nie zauważy tylko. Śmiało powiem ,że paru czołowych polskich „czerwonodywanowych”  wpadło by w kompleksy gdyby nadmuchane ego pozwoliło im spojrzeć na zdjęcia lub filmy z tegorocznej edycji.Polscy projektanci pokonali setki mil a my?

Uczyliśmy się w takim tempie jak polski biznesmen uczył się kapitalizmu na początku lat 90 tych. Szybko i na błędach korygowanych online.Nikt na Boga  nie napisał w końcu podręcznika jak przygotować polski rynek mody do oczywistych światowych reguł.

Czy dzisiaj po 7 latach od pierwszej edycji FashionPhilosophy Fashion Week można powiedzieć, że coś się zmieniło? Fakty mówią same za siebie. Dzięki umowom partnerskim Fashion Week Poland z zagranicznymi imprezami modowymi, najzdolniejsi polscy twórcy pokazują swoje projekty w Portugalii, Niemczech,Holandii,Grecji, Austrii, Francji, Wielkiej Brytanii, Rosji i na Ukrainie.Non stop przez cały rok trwa intensywna praca na forum międzynarodowym z światowymi firmami doradczymi, szkołami projektowania, organizacjami promującymi talenty  m.in. British Fashion Council, Not Just a Label (w ciagu 5 lat pojawiło siętam ponad 120 polskich projektantów) , Fashion Clash Maastricht, WGSN , ESMOD, Showfloor Berlin ).

Słynny WGSN po raz kolejny chce zrobić u nas swoją konferencję dla kluczowych klientów właśnie podczas Fashion Week. Chcieli w EC1 w Łodzi. Łódź podała nam czarną polewkę. Coż  znajdziemy im inną lokalizację. Wróćmy do historii.

Już po pierwszej edycji Polskiego Tygodnia Mody w 2009 roku finalistka konkursu Złota Nitka – Olga Szynkarczuk została dostrzeżona przez szefa komunikacji targów Who’s Next – Borisa Provosta, który zaproponował jej bezpłatne stoisko na tych prestiżowych targach. Marki odzieżowe dobrze wiedzą ,że aby tam się wystawić nie wystarczy mieć 20 tyś Euro. Trzeba mieć portfolio i akcept organizatora. Boris Provost z całego świata wybiera co sezon ok 8 projektantów którym daje takie przywileje. Reszta stoi w kolejce z garścią eurobanknotów i musi się uwiarygodnić by się tam pojawić. Wie to Asia Kędziorek, która wystawia się tam regularnie od 2 lat. Portfolio pokazów w Łodzi otworzyło jej drzwi na świat i tak pozyskała kilka kupców od Kanady po Rosję. W Paryżu ma stałę miejsce w najbardziej prestiżowej strefie.Wróćmy  jdnak do 2009 roku. W tym samym roku projektanci z grupy MMC Studio jako jedyni do tej pory polscy designerzy reprezentowali polską modę w trakcie Volvo Moscow Fashion Week. Pokaz był konsekwencją wieloletniej naszej współpracy  z organizatorami tej czołowej rosyjskiej imprezy z którymi znamy się od 12 lat. Musiałem zrobić kilka pokazów  w Moskwie i wydać kilkaset tysięcy by usiąść z nimi na sushi i pogadać o współpracy. Sytuacjia polityczna nam nie sprzyja ale kiedyś wierzę wrócimy do współpracy .Partnerem Polskiego Tygodnia Mody jest także Lviv Fashion Week, gdzie gościli Natasha Pavluchenko i Bohoboco, MMC i Kamila Gawrońska – Kasperska a w tym roku laureatka konkursu Seat –Waleria Tokarzewska.

Od pierwszej edycji jest przyjaźń dosłowna z Lizboną.Zasługa Tiago i Eduardy.Tradycją stał się więc udział portugalskich designerów w polskiej edycji i analogicznie -polskich projektantów w Portugalii. Czołowe nazwiska lizbońskiego Fashion Week : Nuno Gama, Miguel Vieira Carlos Gil-na stałe zagościli w Łodzi. Podczas Moda Lisboa Fashion Week kolekcje swoje pokazali m.in. Łukasz Jemioł i Dawid Tomaszewski, Piotr Drzał i Monika Ptaszek która pokazała jesienno-zimową kolekcję 2013/2014 w przepięknych wnętrzach Paços do Concelho. W październiku 2013 r. Lizbonę odwiedzi także Kamil Sobczyk, zauważony przez czujne oko Tiago Mirandy, jednego z organizatorów Moda Lisboa .

Podczas czwartej edycji FashionPhilosophy projekty Agaty Wojtkiewicz i Natalii Jaroszewskiej zostały zauważone przez Marię Oberfrank z MQVienna Fashion Week, co zaowocowało zaproszeniem projektantek do Wiednia i pokazami w ramach austriackiego tygodnia mody (wrzesień 2011). Do tego duetu dołączył Maldoror budząc prawdziwą sensację w Wiedniu. W kolejnym roku do Wiednia ze swoją kolekcją wiosna/lato 2013 pojechała Łucja Wojtala. Reprezentowała ona Polskę także na Belarus Fashion Week z kolekcją na jesień/zimę 2012/2013. Kamila Gawrońska-Kasperska – polska projektantka, która wielokrotnie pokazywała kolekcje na scenie Designer Avenue FWP została zaproszona do pokazu w ramach MQ Vienna Fashion Week.

Podczas Mercedes Benz Fashion Week w Berlinie w 2011 roku, w Glass Haus Arena swoje osiągnięcia zaprezentowali Jagoda Piekarska i Hyakinth.

W 2011 roku zarząd targów Igedo Düsseldorf i przedstawiciele Fashion Week Poland podpisali list intencyjny o współpracy. Dzięki temu w ramach Style Project  polscy projektanci pokazują tam swoje kolekcje. Podczas targów Igedo Signatures Düsseldorf na stoiskach i wybiegach mody swoje osiągnięcia zaprezentowali: Aleksandra Kmiecik, Aga Pou, Monika Jaworska, Julia Zaremba, a w pokazie specjalnym – Dawid Tomaszewski. Edycja Fashion Week Poland -luty 2012- zaowocowała Dniem Polskim i przedstawieniem czterech naszych kolekcji, wśród których pojawiły się realizacje Aleksandry Kmiecik i Anny Dudzińskiej, a także marka Blessus oraz Milita Nikonorov. Najważniejszym momentem tego specjalnego wydarzenia, dedykowanego dla Fashion Week Poland okazał się pokaz kolekcji Natalii Jaroszewskiej. Wzbudził on zainteresowanie wielu przedstawicieli branży mody, konsulatu Polski oraz celebrytów.

Wśród nazwisk polskich projektantów, dla których łódzka impreza okazała się być trampoliną do międzynarodowej kariery pojawić się musi  Łukasz Jemioł. W sierpniu 2013 roku Jemioł gościł on  na największych skandynawskich targach mody –VISION w Kopenhadze. Zaprezentował tam dwie linie: Premium i BASIC, które spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem ze strony zagranicznych mediów i kupców. Stoisko Łukasza Jemioła odwiedzili nie tylko kupcy z krajów skandynawskich, ale także z Włoch, Niemiec czy Dubaj.Łukasz zapraszany jest obecnie przez największe fabryki tkanin w Hiszpanii (Rojo i Sedatex)

Po 10 edycji do współpracy z Fashionclash Maastricht zostali zaproszeni Odio i Jakub Pieczarkowski, Ima Mad, Zwyrd. Ich kolekcje zostały zaprezentowane w 2014 roku podczas tego międzynarodowego wydarzenia.

Edycja 12 przyniosła zaproszenie dla marki BOLA Oli Bajer, która z tą kolekcją wyjechała również na EXIT przy współpracy z Serbia Fashion Week.

Dodać należy efekty biznesowe , czego przykładem może być otwarcie Stylish pop up storeMarleny Woolford podczas jesiennej edycji London Fashion Week w2013. Jest to pierwszy tego typu butik, który promował projekty polskich designerów. FashionPhilosophy współpracuje z platformą Not Just a Label, która regularnie prezentuje polskich projektantów a Stefan Siegel – założyciel, jest stałym gościem Polskiego Tygodnia Mody. Na platformie można doliczyć się 120 nazwisk polskich projektantów.

Kupcy . Trudny temat. Pytających o kupców powiadomię: regularnie odwiedza Łódź kilkudziesięciu właścicieli butików z Polski (od Rzeszowa po Szczecin)  choć jak wiadomo nie jest to grupa silna . Rola butików multibrendowych jednak rośnie w naszym kraju. Znacznie więcej szans upatrujemy w kupcach z Niemiec odwiedza nas regularnie kilku  w tym  Martin Premuzic z Berlina czy Marcus Schubert.Pojawiają się też inni ale często zniechęceni brakiem konkretnej oferty handlowej nie wracają po raz drugi.Często też nawiązują kontakt poprzez internet  który staje się najważniejszym narzędziem w handlu polskim designem.

Aby to się działo potrzebne jest budowanie międzynarodowego portfolio. Wie to każda modelka zbierając tzw książkę i nie wiem czemu tak opornie dociera to do świadomości projektantów. Ich pierwsza weryfikacja zaczyna się zawsze od Google.com.

Ogromny więc wpływ na promowanie osiągnięć polskich projektantów mają dziennikarze ze wszystkich zagranicznych i polskich znaczących opiniotwórczych tytułów. Na każdą edycję akredytuje się kilkudziesięciu. FashionPhilosophy współpracuje z włoskim magazynem Collezioni, na łamach którego zawsze pojawiają się kilkustronicowe relacje z wydarzenia oraz zawiązał ścisłą współpracę z magazynem Voque Italia. Dodajmy do tego telewizje modowe :Fashion TV,Fashion Insider TV,  Fashion One,    czy ostatnie odwiedziny amerykańskiej Fashion News Live z dziennikarzem Rocco Leo Gagliotti na czele. Sensacją były relacje bardzo pozytywne w Euronews czy CNN.

Lista dziennikarzy jest tak długa ,ze nikt nie byłby w stanie tego przeczytać.Efekt to setki zagranicznych artykułów, filmów i relacji z Łodzi  oraz ponad 30 000  pozytywnych relacji w mediach polskich. Jednak to  własnie  4 artykuły o komornikach których mam nadzieję dosięgnie sprawiedliwość  zaważyły na przyszłości tego projektu.  Urzędnicy pozostaną urzędnikami. W ich świecie to co powyżej nie ma wartości. Liczą się te plakaty ,liczby balonów z logo miasta ….Żal.

W okresie 2009-2016 Fashion Week zorganizował polskim projektantom ponad 600 pokazów mody. Mało? Dużo? Nie mnie oceniać. Warszawski Mercedes FW wycenia projektantom każdy pokaz od 10 do 30 tyś zł. Tośmy widać ufundowali projektantom coś ponad 10 mln zł. Wszak większość pokazów odbyła się  non profit i na bardzo dobrym poziomie (to opinia wielu dziennikarzy zagranicznych na co dzień oglądających setki innych pokazów).Słowo dziękuję pojawiało się nieczęsto ale bywało wystarczającą zapłatą .Taki life…..

Chodzi więc  o skalę ,ilość pracy zespołu i gigantyczny wysiłek teamu Fashion Week . Jeśli ktoś zrobi więcej i lepiej -oceniajcie ,bijcie, rzucajcie inwektywami, ośmieszajcie. Możecie pisać ,że nie radzimy sobie z budżetem (budzącym w Europie śmiech kiedy się do niego przyznajemy  bo malutki maltański Fashion Week ma 4 x większy) .Nie oczekujemy zbyt wiele poza refleksją na którą trochę liczymy choćby u niektórych.